Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi szczypiorizka z miasteczka Tarnowskie Góry-Strzybnica. Mam przejechane 22593.63 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.66 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 365 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy szczypiorizka.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

wokół TG

Dystans całkowity:2066.66 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:118:45
Średnia prędkość:17.40 km/h
Liczba aktywności:67
Średnio na aktywność:30.85 km i 1h 46m
Więcej statystyk
  • DST 33.01km
  • Czas 01:42
  • VAVG 19.42km/h
  • Sprzęt Kross Esker 5.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

John Deere i deszczowa zmiana planów

Niedziela, 21 czerwca 2026 · dodano: 21.06.2026 | Komentarze 3

W piątek pojechałam z ojcem na rowerach do Kopaniny na festyn z okazji 60-lecia działalności Domu Pomocy Społecznej w Miedarach oraz 30-lecia Zespołu Pieśni i Tańca „Miedarzanie”. To była jedna z niewielu okazji, aby przyjrzeć się pałacowi, który stoi obecnie pusty, a jest na terenie DPSu, więc normalnie nie ma tam wstępu. (wyjazd nie "notowany" na GPSie)
pałac w Kopaninie
pałac w Kopaninie © szczypiorizka

Bernadeta Kowalska
Bernadeta Kowalska © szczypiorizka

pałac w Kopaninie
pałac w Kopaninie © szczypiorizka

Pałac zamieszkiwała rodzina baronów von Fürstenberg. Zostały po nich kartusze herbowe.
pałac w Kopaninie
pałac w Kopaninie © szczypiorizka

pałac w Kopaninie
pałac w Kopaninie © szczypiorizka

Tak, pałac należy do powiatu, podobnie jak ten świeżo sprzedany w Łubiu. Nie jestem pewna czy jest na sprzedaż, na pewno nie będzie to łatwe, tuż obok jest drugi budynek, w którym obecnie przebywają podopieczni DPSu.
pałac w Kopaninie
pałac w Kopaninie © szczypiorizka

piękne ozdoby przy pałacu
piękne ozdoby przy pałacu © szczypiorizka

Dzisiaj, tj. w niedzielę postanowiłam pojechać do Kamieńca, aby obejrzeć sobie traktory marki John Deere- organizowano tam zlot tych pojazdów.
pozazdrościłam innym rowerzystom
pozazdrościłam innym rowerzystom © szczypiorizka

John Deere
John Deere © szczypiorizka

John Deere
John Deere © szczypiorizka

John Deere
John Deere © szczypiorizka

John Deere
John Deere © szczypiorizka

John Deere
John Deere © szczypiorizka

John Deere
John Deere © szczypiorizka

John Deere
John Deere © szczypiorizka

Chmury nie za bardzo zachęcały do dalszej jazdy, ale jakoś tak byłam uparta i chciałam zrobić kółko do Księżego Lasu i potem do Wilkowic. No cóż, ledwo wjechałam pod górkę na ulicy Wiejskiej i już musiałam się schronić przy wiacie przystankowej.
ściana deszczu
ściana deszczu © szczypiorizka

Deszcz nie za bardzo chciał ustąpić, postanowiłam, że się wrócę. Ledwo co wjechałam na teren Zbrosławic- sucho. Uznałam, że skoro chmury są bliżej Tarnowskich Gór to pojechałam w kierunku na Wilkowice, a potem na Miedary. Następnie chwila odpoczynku i rozmowy z ojcem na działce, po czym postanowiłam zrobić jeszcze małe kółko w lesie.
kółeczko po lesie
kółeczko po lesie © szczypiorizka


"mój" mostek © szczypiorizka






  • DST 105.50km
  • Czas 05:35
  • VAVG 18.90km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zrobiłam to!

Sobota, 13 czerwca 2026 · dodano: 14.06.2026 | Komentarze 11

Jak to się mówi? Taki clackbaitowy tytuł, aby zachęcić do przeczytania postu 😛
Otóż ciągle się zarzekam wszem i wobec, że nie lubię się ścigać i to nie dla mnie. No cóż, deklaracja to jedno, a jak jest super okazja to drugie. Wystartowałam w Ultramaratonie Tour de GZM, którego start był ulokowany przy Hali Sportowej w Tarnowskich Górach. Spodobała mi się formuła wyścigu- ja wystartowałam na dystansie 100 kilometrów, gdzie limit czasu był ponad 10 godzinny. Wiedziałam, że spokojnie to przejadę i się zmieszczę. Trasa była poprowadzona w większości terenami, które bardzo dobrze znam, bo wokół Tarnowskich Gór. Jedynie co to martwił mnie rejon Pyrzowic (oczywiście wiadukty).
grupa na 200 km przed startem
grupa na 200 km przed startem © szczypiorizka

Pogoda  nie napawała optymizmem. Zapowiadało się dosyć pochmurnie i okołodeszczowo. W pewnym momencie, podczas startów poszczególnych grup (w tym dniu startowali również na dystansie 200 kilometrów) to się nawet mocno rozpadało. 
na hali w oczekiwaniu na odprawę
na hali w oczekiwaniu na odprawę © szczypiorizka

Na szczęście, gdy już stanęłam na starcie, przestało padać. Lekki stres był, ale bardziej związany z tym czy nie pominę czegoś na trasie.
tuż przed startem
tuż przed startem © szczypiorizka

Najpierw czekała na nas Hałda Popłuczkowa. Tu wiedziałam, że może być różnie, bo jak zrobić to "kółeczko" na górze, które organizatorzy zaznaczyli na śladzie GPS. Po innych uczestnikach było widać, że każdy różnie to interpretował. Ja straciłam jakieś 3-5 minut na dziwne kręcenie się w tamtym miejscu xD
Następnie na trasie była Sportowa Dolina i Segiet. Tempo sobie nadałam szybkie, nawet trochę się przeraziłam, że gdzieś tam na po kilkunastu kilometrach padnę. Na szczęście następnym punktem był GCR i drogi rowerowe na Przyjaźni. Tam już bardziej się opanowałam 😆 Gdzieś na wysokości ul. Polarnej w Rybnej dołączyli do mnie dwaj inni uczestnicy, poznani jeszcze przed zawodami, Kamil i Szymon. Od tego momentu, już całą trasę przebyliśmy razem 🙂 Kolejne punkty na trasie to Strzybnica, Piaseczna (za oczyszczalnią ścieków), Pniowiec, by następnie wylądować na DDRce na ul. Grzybowej. Tu trasa była mi bardzo dobrze znana, bo pojechaliśmy przez Czarną Hutę na Chechło. Na Chechle chwila pauzy, przy okazji do naszej trójki dołączyło jeszcze dwóch panów, Przemek i Mariusz (mam nadzieję, że nie pomyliłam imion 😉 ).  Dalej to już kierunek Pyrzowice. W lasach bardzo przyjemnie, nie było jakiś miejsc, które po deszczach utrudniałyby jazdę. Na Zendku dłuższa, około 20 minutowa przerwa przy sklepie. Fajnie, że była tam full wypas toaleta 😁 To co mnie martwiło, czyli przecięcie autostrady A1 okazało się, miłym wspomnieniem- w jednym miejscu jechaliśmy pod autostradą, a w drugim, wiadukt nie był wzniesieniem, tylko był "na równi",  więc nie odczułam tego "czegoś" co mnie zawsze paraliżuje. Jednakże, tu pogoda się trochę popsuła, zaczęło mocno wiać i nawet w pewnym momencie wyciągnęliśmy dodatkowe ubrania, bo zaczęło coś padać. Po kilku kilometrach znowu się rozbieraliśmy z kurtek i dalej gnaliśmy w kierunku Świerklańca, by w parku się dowiedzieć, że jest impreza i trzeba rowery przeprowadzić między alejkami. Na szczęście nie był to zbyt duży odcinek. Przed nami czekały ostatnie konkretne podjazdy i coś co już było nawet wspominane na odprawie. Romantyczne ruiny w Orzechu. Bezsensowna pętla, przy której mocno się zmęczyliśmy, ubrudziliśmy, ja jeszcze tam zaliczyłam glebę. Przyjemne miejsce, ale na porę suchą, a cały tydzień wcześniej praktycznie padało, jeszcze gdzieniegdzie powalone konary sprawiały, że przeprowadzaliśmy rowery. Także jakieś ostanie 10 kilometrów już mocno odliczaliśmy ile nam zostało. Dwa ostatnie wzniesienia czekały na nas w Radzionkowie (na Knosały) i w Bobrownikach (na Wolskiego). Po przeszło 6 godzinach od startu  (dokładny mój czas to 6:38) przekroczyliśmy całą piątką metę 😁 💯🎉
jest medal!
jest medal! © szczypiorizka

Na hali czekał na nas ciepły posiłek. Po odpoczynku ruszyłam do domu, mając nad głową ciężkie, granatowe chmury, na szczęście nie zmoknęłam. W domu po ogarnięciu Whatsappa koleżanka sprawiła mi ogromną niespodziankę, przyjechała do mnie i przywiozła mi Aperola w kieliszku 😂❤️
niespodziewana nagroda
niespodziewana nagroda © szczypiorizka

Podsumowanie.
Bardzo fajna impreza. Podejrzewam, że nie zdecydowałabym się na nią, gdyby nie odbywała się w Tarnowskich Górach. Pluję sobie w brodę, że nie spróbowałam w poprzednich latach u Kowala na jego zawodach, gdy starty były na Strzybnicy 🤷🤦 Miałam szczęście, że niepotrzebne rzeczy z pakietu startowego mogłam oddać siostrze, która o poranku z ojcem poszła na basen. Jakimś cudem, na co zwykle nie zwracam zbytnio uwagi, bardzo dobrze rozłożyłam sobie spożywanie żeli (miałam 3) i innych przekąsek, picie podczas trasy (bez zatrzymywania się- co zwykle po prostu podczas wycieczek staję i wyjmuję bidon). Dzięki czemu w ogóle nie czułam spadku energii. Na 100% jestem pewna, że gdyby nie chłopaki to bym w takim czasie nie pokonała trasy. Trzymali dobre tempo, motywowali, pomagali. Też nie było z ich strony ciśnienia jakiegoś w stylu "a bo to wyścig". Ci co się ścigali, setkę ogarnęli w niecałe 4 godziny 😛 Było raźniej i weselej. Polecam spróbować swoich sił w tego typu imprezach.




  • DST 50.86km
  • Czas 02:25
  • VAVG 21.05km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

cztery stanice

Niedziela, 24 maja 2026 · dodano: 24.05.2026 | Komentarze 10

W piątek ładna pogoda, ale wykorzystałam te popołudnie na nie rowerowe zwiedzanie sądów w Bytomiu oraz w Tarnowskich Górach, w ramach "Noc otwartych Sądów".  Bardzo ciekawe wydarzenie. Już dawno chciałam zwiedzić budynek sądu w Bytomiu, bo ma bardzo ładnie dziedziniec wewnętrzny. Przy okazji zobaczyłam efekt końcowy murali, które są w przejściu podziemnym w Bytomiu przy dworcu PKP.
w przejściu podziemnym w Bytomiu
w przejściu podziemnym w Bytomiu © szczypiorizka

dziedziniec sądu w Bytomiu
dziedziniec sądu w Bytomiu © szczypiorizka

pies Straży Granicznej
pies Straży Granicznej © szczypiorizka

Sobota upłynęła zaś pod hasłem- basen, a potem leżing i smażing kiełbaski na RODOS :-)
Została niedziela na rower :P Wybrałam się na cztery stanice.
mostek to podstawa
mostek to podstawa © szczypiorizka

w lesie
w lesie © szczypiorizka

Pogoda bardzo dopisała, Tak też pomyślało sporo innych rowerzystów i pieszych spacerowiczów, których mijałam na całej trasie.
pierwsza stanica
pierwsza stanica © szczypiorizka

Nie fotografowałam za dużo, bo standardowo czas mnie gonił, po południu grałam koncert 😉
druga stanica
druga stanica © szczypiorizka

przy stanicy
przy stanicy © szczypiorizka

trzecia stanica
trzecia stanica © szczypiorizka

Trasa na Kalety- Zielona, mogę powiedzieć, że bajka, bardzo przyjemnie się jechało, w ogóle nie odczuwałam, że kilometry lecą. Kilka odcinków było piaszczystych, a na początku, jeszcze na Pniowcu trochę kamieni, bo przygotowali drogę pod wycinkę lasu.
fancy zdjęcie
fancy zdjęcie © szczypiorizka

żeby było że jechałam na kole
żeby było że jechałam na kole © szczypiorizka

Trasę sprawdziłam pod kątem tych pierońskich kilometrów, które będę zbierać od lipca, dziękuję wszystkim, którzy będą trzymać za mnie kciuki 😁 
dworek Donnersmarcków
dworek Donnersmarcków © szczypiorizka

Garbaty Mostek
Garbaty Mostek © szczypiorizka

Ładnie uporządkowali ten teren przy Garbatym Mostku, w sensie, że porządną kładkę dali. Tej najnowszej, piątej stanicy nie zdobyłam, bo jest ona po całkiem innej stronie Kalet.
Kuźnica Małego Janisza
Kuźnica Małego Janisza © szczypiorizka

czwarta stanica
czwarta stanica © szczypiorizka

na trasie
na trasie © szczypiorizka

Jestem bardzo zadowolona z tej trasy, jest świetna. Na Chechle tłok, standardowo, piesi którzy rozwalają się na całej szerokości asfaltu, rowerzyści niedzielni, rowerzyści zapierdzielający, dzieci, hulajnogarze. Do wyboru, do koloru- czyli masakra.
Tłumy na Chechle
Tłumy na Chechle © szczypiorizka


Kategoria wokół TG


  • DST 28.39km
  • Czas 01:23
  • VAVG 20.52km/h
  • Sprzęt Kross Esker 5.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rowerem po przerwie deszczowej

Wtorek, 19 maja 2026 · dodano: 19.05.2026 | Komentarze 4

Cały zeszły tydzień praktycznie padało, było brzydko i zimno. Dobrze, że na wyjazd do kopalni w Bełchatowie (nie rowerowo), był całkiem znośnie, sucho, więc błota na dole dziury nie doświadczyliśmy.
Dziś nareszcie wyszło słońce i nawet wiatru jakoś specjalnie nie było. Udałam się na Chechło, by po jego okrążeniu udać się do Miasteczka Śląskiego.
park linowy
park linowy © szczypiorizka

park linowy
park linowy © szczypiorizka

Była to raczej dzida, bez zbędnego zatrzymywania się, chyba, że na podziwianie parku linowego, który powstał na skraju Zalewu. Bardzo duży, fajny, no ale ja z moim durnym lękiem wysokości raczej sobie nie skorzystam xD
W Miasteczku Śl. złapałam szlak zielony PTTK, by dojechać do Pniowca.
w lesie
w lesie © szczypiorizka

Fajna trasa, którą mogę spokojnie rozszerzyć o kilkanaście dobrych kilometrów w kontekście lipcowo-sierpniowego łapania kilometrów po koszulkę :P W zeszłym roku zrobiłam 500 kilometrów i dostałam bidon. W tym roku postanowiłam, że będę robić momentami bezsensowne wypady, z hasłem "po koszulkę" -byleby ją zdobyć ( a zeszłoroczne były bardzo ładne, teraz sądzę, że skoro mamy 500-lecie miasta to będą jubileuszowe z jakimś ślicznym wzorem).


Kategoria wokół TG


  • DST 22.81km
  • Czas 01:12
  • VAVG 19.01km/h
  • Sprzęt Kross Esker 5.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

spacer po Reptach Śląskich

Sobota, 9 maja 2026 · dodano: 10.05.2026 | Komentarze 4

W końcu będę na bieżąco z wpisami na blogu :) ogarnięcie cyklu chorwackiego zajęło mi trochę czasu 😉
Do rzeczy. W ramach obchodów 500-lecia nadania praw miejskich Tarnowskim Górom, mamy różnego rodzaju imprezy i atrakcje, jedną z nich jest cykl spacerów po wszystkich dzielnicach miasta. Postanowiłam pojechać do Rept Śląskich, gdzie miały oprowadzać moje koleżanki z kopalni, przewodniczki PTTK. Start przy kościele św. Mikołaja.
Kościół św. Mikołaja w Reptach Śl.
Kościół św. Mikołaja w Reptach Śl. © szczypiorizka

koleżanka przewodniczka opowiada
koleżanka przewodniczka opowiada © szczypiorizka

Kościół ładnie odnowiony.
ambona i jej detale
ambona i jej detale © szczypiorizka

herb Donnersmarcków
herb Donnersmarcków © szczypiorizka

malunki w kościele św. Mikołaja
malunki w kościele św. Mikołaja © szczypiorizka

malunki w kościele św. Mikołaja
malunki w kościele św. Mikołaja © szczypiorizka

W ogrodzie farskim znajduje się największy i najstarszy kasztan jadalny w Polsce. Przy różnych okazjach, jest możliwość degustacji tychże kasztanów (np. dożynki czy inne festyny przy parafii). Tamtejszy proboszcz również jest pszczelarzem i można zakupić u niego miód 😁
największy i najstarszy kasztan jadalny w Polsce
największy i najstarszy kasztan jadalny w Polsce © szczypiorizka

Przewodniczki bardzo ciekawie opowiadały o różnych miejscach i zabytkach, które znajdują się na dzielnicy. Często przejeżdża się obok jakiegoś budynku, domu i nawet nie zdaje sobie człowiek sprawy jaka historia się za nim kryje. Ssamo położenie Rept Śląskich, dawniej tuż przy granicy polsko- niemieckiej już daje asumpt (o matko, co za słowo 😂) do ciekawych, a czasem niestety trudnych historii.
 szyb Karlik (sztolniowy szyb maszynowy nr 22)
szyb Karlik (sztolniowy szyb maszynowy nr 22) © szczypiorizka

stop degradacji zabytków
stop degradacji zabytków © szczypiorizka

Tarnowskie Góry, historia w pigułce i mocnym uproszczeniu: srebro, maszyna parowa, Donnersmarckowie, powstania śląskie, II WŚ, Tragedia Górnośląska. Pod tymi hasłami Repty Śl. również mogą się podpisać i powiedzieć-> tak było.
szyb Karlik (sztolniowy szyb maszynowy nr 22)
szyb Karlik (sztolniowy szyb maszynowy nr 22) © szczypiorizka

Oprowadzanie kończymy pod remizą strażacką. Ciekawostka, tamtejsi strażacy posiadają bardzo starą sikawkę strażacką, którą można oglądać podczas pochodu gwarkowskiego 😊.
gwarek z Rept Śląskich
gwarek z Rept Śląskich © szczypiorizka




  • DST 25.36km
  • Czas 01:16
  • VAVG 20.02km/h
  • Sprzęt Kross Esker 5.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Chechło, wiatr i "odkrycie" funkcji bluetooth w Garminie

Niedziela, 5 kwietnia 2026 · dodano: 05.04.2026 | Komentarze 2

Rano, po Mszy Świętej miałam jakieś 1,5-2 godziny czasu, więc zdecydowałam, że pojadę na Chechło. Zaraz za Kościołem udało się dogonić i siąść na koło trzem przypadkowym kolarzom, którzy nie robili żadnych problemów z doczepki. Na szczęście jechali  "tempem emeryckim", jak to często pisze Trollking na swoim blogu, więc potrafiłam utrzymać ich tempo (jechali na kolarzówkach, więc no... dla mnie sukces ;-)  Kilka zdań zamienionych z każdym z nich i dopiero na Czarnej Hucie skręciłam w kierunku na poligon. Oni pognali dalej na miasto.
Na Chechle sporo ludzi, wiatr też był taki konkretniejszy. Zrobiłam kółko i udałam się w drogę powrotną.
chwila na fotkę
chwila na fotkę © szczypiorizka

W domu sprawdziłam funkcję bezprzewodowego podłączenia Garmina Edge 530 do telefonu. W sobotę się nie udało tego osiągnąć, bo coś aplikacja na telefonie nie potrafiła znaleźć urządzenia. Dzisiaj mi się to udało i dzięki temu bez kabla do komputera ściągnęłam trasę prosto na Stravę :)




  • DST 25.23km
  • Czas 01:32
  • VAVG 16.45km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

luźne kółeczko

Sobota, 4 kwietnia 2026 · dodano: 04.04.2026 | Komentarze 4

Myślałam, że będę "zarobiona", ale jakoś czas wolny z przeznaczeniem na rower się znalazł 😉
Najpierw dokumentacja strzybnickiego, zametowskiego wieżowca bez anten telefonicznych- póki co nie ma żadnego info o wyburzaniu (żadne papiery nie wpłynęły do odpowiednich organów).
wieżowiec bez anten
wieżowiec bez anten © szczypiorizka

Nie wiem czy wspominałam, ale w tym wieżowcu po raz pierwszy w życiu, jako dziecko jeszcze, skorzystałam z windy xD Teraz w tle powinna zabrzmieć melodia z Jurassic Park, niczym w tych memach, co się pytają kiedy ktoś się urodził 😂
spojrzenie z oddali
spojrzenie z oddali © szczypiorizka

Pogoda póki co była niezła. Pierwotnie planowałam dojechać do Kopca Wyzwolenia, ale leń mnie tropił i trafiłam na Hałdę Popłuczkową.
widok z Hałdy
widok z Hałdy © szczypiorizka

kapliczka
kapliczka © szczypiorizka

Rzut oka na Kanion Tarnogórski.
zarośnięty widok
zarośnięty widok © szczypiorizka

W zeszłym roku ta "dziura" była trochę mniejsza.😮
ostatnio była mniejsza ta dziura
ostatnio była mniejsza ta dziura © szczypiorizka

Naprawdę podoba mi się jazda po drogach rowerowych w naszym mieście. Spod kopalni idealnie wzdłuż wąskotorówki, koło Staszica aż na Rynek. Sama przyjemność (oczywiście dla tych, co się nie ścigają, bo na tych drogach momentami bywa sporo innych uczestników ruchu).
to jest jajko
to jest jajko © szczypiorizka

Pod koniec, niestety, zaczęło dosyć brzydko wiać. No cóż. Życie. 




  • DST 35.24km
  • Czas 01:57
  • VAVG 18.07km/h
  • Sprzęt Kross Esker 5.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Świerklaniec po raz pierwszy

Niedziela, 1 marca 2026 · dodano: 01.03.2026 | Komentarze 7

To był ten dzień :) W sobotę inne zobowiązania nie pozwoliły mi nacieszyć się słońcem i jazdą na rowerze. Dlatego dziś, mimo lekko pochmurnego nieba postanowiłam wyruszyć i sprawdzić jak mi się jedzie po przerwie zimowej. Tragedii nie ma, zresztą przez zimę chodziłam mniej lub bardziej regularnie na siłownię 😉
Zalew Nakło- Chechło jeszcze lekko zamarznięty
Zalew Nakło- Chechło jeszcze lekko zamarznięty © szczypiorizka

Tradycji stało się zadość- Park w Świerklańcu na początek 😎😎
Kościół w Świerklańcu
Kościół w Świerklańcu © szczypiorizka




  • DST 41.35km
  • Czas 02:23
  • VAVG 17.35km/h
  • Sprzęt Kross Esker 5.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Świerklaniec na zakończenie

Środa, 22 października 2025 · dodano: 22.10.2025 | Komentarze 4

Dzięki temu, że mam dziś wolne, udało mi się w końcu pojechać do Świerklańca, by podziwiać park w jesiennej scenerii. W dniu, kiedy był Hubertus, niestety padało (nie popieram tych ślepych kretynów, co mylą ludzi z dzikami, po prostu lubię oglądać konie :)
zalew bez mostka
zalew bez mostka © szczypiorizka

Ostatnio Wojtka zagadywałam, że przejeżdżając koło pniowieckiego zalewu nie zrobił zdjęcia mostka 😉 Jak widać, on się poprawił, ja postanowiłam skierować telefon bardziej w lewo, by co nieco jesieni pokazać. Przy okazji, przejeżdżając koło "Umilaj" miałam możliwość zobaczenia dzieci z przedszkola, które miały zajęcia z sokolnikiem 😊
Na Chechle spokojnie.
costa del Chechło
costa del Chechło © szczypiorizka

W ogóle pogoda bajka, dosyć ciepło, około 12 stopni, bezwietrznie, gdyby tak częściej było.
park w Świerklańcu
park w Świerklańcu © szczypiorizka

W parku sporo emerytów ("te pierońskie emeryty" xD jak to z moim 72-letnim ojcem narzekamy😆) i trochę moczykijów.
amfiteatr w jesiennej scenerii
amfiteatr w jesiennej scenerii © szczypiorizka

Następnie pojechałam w kierunku Kozłowej Góry i Radzionkowa, by "ładnie" pojechać do Tarnowskich Gór, w rejony Kopalni Zabytkowej. Tam, na ulicy Puszkina, wg Jarka miały czekać na mnie dwie ściany z malunkami.
do kolekcji
do kolekcji © szczypiorizka


do kolekcji
do kolekcji © szczypiorizka

Na mieście kilka rzeczy do ogarnięcia, a potem, ponownie inną drogą udałam się w kierunku domu. Opłacało się. Jeszcze jeden mural, tym razem przez Deana namalowany przy lodziarni
znalezione
znalezione © szczypiorizka


Kategoria murale, wokół TG


  • DST 28.30km
  • Czas 01:27
  • VAVG 19.52km/h
  • Sprzęt Kross Esker 5.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

TG i Radzionków po przerwie

Sobota, 20 września 2025 · dodano: 21.09.2025 | Komentarze 5

Po przeszło tygodniowej przerwie znalazłam czas i pogodę, by co nieco pokręcić. Idealna okazja, by zobaczyć i "zdobyć" świeży mural w Radzionkowie.
obraz nędzy i rozpaczy
obraz nędzy i rozpaczy © szczypiorizka

Trochę wietrznie, początkowo tempo ślamazarne. W TG chwila pauzy, chciałam odebrać sandały od szewca, powiedział, że będą gotowe w sobotę po godz.12. Nie wiem czy były gotowe, bo pocałowałam klamkę (a pytałam się czy w sobotę pracuje). No cóż, jadę dalej, buty może odbierze moja siostra.
nowiuśki mural
nowiuśki mural © szczypiorizka

Mural ładny, nawiązuje do tragedii Górnoślązaków, którzy w 1945 roku masowo byli wywożeni w głąb ZSRR. Przy okazji zauważyłam, że muzeum jest czynne, postanowiłam je zwiedzić.
Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków do ZSRR w 1945 roku
Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków do ZSRR w 1945 roku © szczypiorizka

Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków do ZSRR w 1945 roku
Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków do ZSRR w 1945 roku © szczypiorizka

Nie będę się rozpisywać o ekspozycji, bo to tak jakby opisać Obóz w Oświęcimiu. Napiszę tylko tyle, że to była wielka tragedia dla wielu rodzin, którzy obojętnie czy byli Polakami, czy Niemcami, czy po prostu "tutejszymi"- Ślązakami. Szacuje się, że na Wschód wywieziono około 40 tyś osób, ile powróciło- to trudno oszacować, prawdopodobnie około 20 %, często skrajnie wycieńczonych i schorowanych. 


Kategoria samotnie, wokół TG