Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi szczypiorizka z miasteczka Tarnowskie Góry-Strzybnica. Mam przejechane 22752.35 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.65 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 365 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy szczypiorizka.bikestats.pl

Archiwum bloga

Wpisy archiwalne w kategorii

w towarzystwie

Dystans całkowity:4707.42 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:304:38
Średnia prędkość:15.43 km/h
Liczba aktywności:166
Średnio na aktywność:28.36 km i 1h 50m
Więcej statystyk
  • DST 23.07km
  • Czas 02:08
  • VAVG 10.81km/h
  • Sprzęt Kross Esker 5.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Świnoujście i podziemne miasto

Wtorek, 18 sierpnia 2026 · dodano: 22.08.2026 | Komentarze 0

Na urlopie jeszcze jeden raz udało mi się skorzystać z roweru, razem z rodziną pojechaliśmy do Podziemnego Miasta.
Najpierw przeprawa promem na Warszów.
Na Promie
Na Promie © szczypiorizka

Potem DDRkami  i paskudnym leśnym szutrem. Ze względów bezpieczeństwa zamknęli jedną ulicę, która uniemożliwia dojazd do latarni morskiej i Fortu Gerharda. Od roku czy nawet dłużej, można tam się dostać tylko i wyłącznie drogą morską.
Na szczęście do Podziemnego Miasta wiedzie między innymi droga leśna, fragment R10, ale jest okropna, sporo piasku, dużych kamieni. Byle tylko dojechać.
Na Trasie
Na Trasie © szczypiorizka

Podziemne Miasto
Podziemne Miasto © szczypiorizka

Podziemne Miasto
Podziemne Miasto © szczypiorizka

Ogółem urlop udany, pogoda dopisała, woda w Bałtyku oczywiście zimna- ale stópki i nawet kolana pomoczyłam 😂 pyszne jedzenie, fajne muzea- jednego dnia pojechaliśmy samochodem do Peenemünde, tam weszliśmy do radzieckiego okrętu podwodnego i zobaczyliśmy fabrykę rakiet V1 i V2 😊 Tam też po raz kolejny doświadczyłam swojej ułomności pod względem lęku wysokości/przestrzeni, nic nowego 😪 Co nieco ojciec mi pomagał podczas wchodzenia po schodach... ale nic nie przebije tego co przeżyłam, gdy byliśmy w Szczecinie i aby się dostać na część wyspową należało przejść po wiadukcie... boszz. ja prawie zamknięte oczy miałam i nie zdziwię się jeśli ojciec na ramieniu ma siniaka od mej ręki.. także ten no.. tyle poświęcenia aby mieć fotkę pod paprykarzem.. a Krzysztof Jarzyna ze Szczecina (pomnik) czeka na lepsze okoliczności xD może normalnie (poza imprezami) tam jakaś taksówka wodna kursuje to zapłacę nawet 100 złotych, ale na wiadukt już nie wejdę.




  • DST 30.10km
  • Czas 02:13
  • VAVG 13.58km/h
  • Sprzęt Kross Esker 5.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Świnoujście i po niemieckiej stronie

Poniedziałek, 17 sierpnia 2026 · dodano: 22.08.2026 | Komentarze 2

Niespodziewanie udało się wyjechać z rodziną na tydzień nad morze. Na dzień przed podróżą, kolejna dobra wiadomość- będą rowery. Niebyły jednak one główną atrakcją tego wyjazdu.
Przede wszystkim pojechaliśmy do Szczecina na zlot żaglowców.
Zlot Żaglowców W Szczecinie
Zlot Żaglowców W Szczecinie © szczypiorizka

Trochę poza konkursem ("liczy" się w połowie, bo pieszo 😂), znalazłam trochę murali. Kilka fotek dla zainteresowania:
Mozaika Na Drodze
Mozaika Na Drodze © szczypiorizka

Szczecińskie Murale
Szczecińskie Murale © szczypiorizka

Szczecińskie Murale
Szczecińskie Murale © szczypiorizka

Paprykarz też wpadł do kolekcji
Paprykarz
Paprykarz © szczypiorizka

Wracając do głównego tematu- pierwszą wycieczką rowerową był wyjazd za granicę. Pojechaliśmy w kierunku Ahlbecku, Heringsdorfu i Bansin.
Tam było co łapać i fotografować, jeśli chodzi o murale. 
Po Niemieckiej Stronie
Po Niemieckiej Stronie © szczypiorizka

Po Niemieckiej Stronie
Po Niemieckiej Stronie © szczypiorizka

Po Niemieckiej Stronie
Po Niemieckiej Stronie © szczypiorizka

Po Niemieckiej Stronie
Po Niemieckiej Stronie © szczypiorizka

Sporo turystów, więc trzeba było mieć oczy dookoła głowy.
Po Niemieckiej Stronie
Po Niemieckiej Stronie © szczypiorizka

Murale Po Niemieckiej Stronie
Murale Po Niemieckiej Stronie © szczypiorizka

Murale Po Niemieckiej Stronie
Murale Po Niemieckiej Stronie © szczypiorizka

Jupi, Mam To :)
Jupi, Mam To :) © szczypiorizka

Murale Po Niemieckiej Stronie
Murale Po Niemieckiej Stronie © szczypiorizka

Niemieckie Morze
Niemieckie Morze © szczypiorizka

Po powrocie do Świnoujścia, jeszcze skorzystałam z wolnego czasu i pojechałam na miasto szukać ciekawych malunków. Mural Stawa Młyny to praca z 2024 roku koszalińskiego artysty Tomasza Żuka ("Cukin").
Po To Przyjechałam Xd
Po To Przyjechałam Xd © szczypiorizka

świnoujskie murale
świnoujskie murale © szczypiorizka

świnoujskie murale
świnoujskie murale © szczypiorizka

świnoujskie murale
świnoujskie murale © szczypiorizka

Przy Promenadzie
Przy Promenadzie © szczypiorizka

Nie ma za dużo czy też spektakularnych malunków, ale coś tam idzie tak zwanie "wysznupać" w miejskiej przestrzeni.
świnoujskie murale
świnoujskie murale © szczypiorizka

świnoujskie murale
świnoujskie murale © szczypiorizka

Są to też prace mocno nadgryzione zębem czasu.
Mozaika Przy Byłym Basenie
Mozaika Przy Byłym Basenie © szczypiorizka

\Kotek W Okienku
Kotek W Okienku © szczypiorizka




  • DST 16.14km
  • Czas 01:07
  • VAVG 14.45km/h
  • Sprzęt Kross Esker 5.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

na lody z ojcem

Niedziela, 9 sierpnia 2026 · dodano: 09.08.2026 | Komentarze 2

Najpierw tygodniowy odpoczynek po intensywnym miesiącu jeżdżenia, a potem krótki wyjazd nie rowerowy za granicę. Dziś pojechałam sobie z tatą na luzie na lody do GCRu :)


Kategoria w towarzystwie


  • DST 72.56km
  • Czas 03:50
  • VAVG 18.93km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

trzy wyjazdy, jeden wpis

Niedziela, 26 lipca 2026 · dodano: 26.07.2026 | Komentarze 5

Rano "na lajcie" dopiero o 6 pobudka i poranne kółeczko dookoła TG. Dalej lekko jestem obrażona na gravel, więc wszystkie trzy wyjazdy na Velli, który ma problemy z jedną przerzutką 😂 czekam na koniec wyzwania i oddaję go do serwisu.
w ajnfarcie
w ajnfarcie © szczypiorizka

Po porannej Mszy Św. lekki oddech i znowu na rower. Tym razem chciałam dobić do "minimum", czyli zrobić 30 km. Udało się. Takie tam leśne szutry, wiaterek już dawał o sobie znać.
Po obiedzie i sjeście udało się pojechać z ojcem na rower. Pierwsze miejsce docelowe-> Perełka na Boruszowcu i zimne piwo 0%. Pytam się go czy ma ochotę jechać na Mikołeskę, tak, jedziemy. OK, to pojechaliśmy sobie asfaltem i powrót na Pniowiec szutrami. Stamtąd rura na działkę i dłuższa chwila na relaks. Dzięki temu mam nadwyżkę około 20 km 😁

**** Przejechane od 30 czerwca do 25 lipca -> 1396,64 km
**** do końca wyzwania 129,36 km
**** ambitny plan zrobić to do czwartku włącznie




  • DST 60.07km
  • Czas 03:59
  • VAVG 15.08km/h
  • Sprzęt Kross Esker 5.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Żelazny Szlak Rowerowy

Poniedziałek, 6 lipca 2026 · dodano: 07.07.2026 | Komentarze 2

Udało mi się umówić z koleżanką z Krakowa na tę przejażdżkę. Sama byłam ciekawa po tych kilku latach czy Szlak dalej będzie mnie zachwycał. Przez ostatnie dni pogoda była naprawdę mocno w kratkę, ale wierzyłam że poniedziałek skończy się tylko na pochmurnym niebie. O ile za pierwszym razem zaczynałam w Godowie, to tym razem start był spod Dworca PKP w Zebrzydowicach. Jazda po autostradzie w dalszym ciągu nie należy do moich ulubionych, ale sprawnie to mi jakoś poszło. Gorzej było w Zebrzydowicach, bowiem remontują tory kolejowe i wiadukty, z czego jeden zamknęli. Na szczęście nie tylko ja zawracałam na drodze :P Kiedy w końcu udało mi się dojechać na upatrzone wcześniej miejsce parkingowe, wypakowałam rower i rzeczy, po czym udałam się na dworzec, który wygląda strasznie. Oczywiście kasy biletowej czy toalety tam się nie uświadczy. Dobrze, że chociaż zegar chodzi prawidłowo. Pierwotnie miałam w planach trochę jeszcze pokręcić solo przed przyjazdem koleżanki, ale przez ten zamknięty wiadukt, straciłam sporo czasu i w sumie niedługo po moim dotarciu na dworzec dotarła koleżanka. Chwila na przywitanie, ogarnięcie się i ZONK. Nie mam śladu wbitego w Garmina. 🤦 Już kiedyś to zrobiłam, w Krakowie gdy szukałam murali. Znowu miałam szczęście, że na telefonie miałam zapisany ślad. Szybka akcja przemontowywana uchwytu na telefon (od koleżanki) i możemy ruszać. 
Pojechałyśmy w kierunku zgodnym ze wskazówkami zegara (ja za pierwszym razem pojechałam w odwrotnym kierunku) i płynnie przekroczyłyśmy granicę, nawet nie było w tamtym miejscu żadnych znaków świadczących, że jesteśmy w Czechach.
widoczek mimo chmur
widoczek mimo chmur © szczypiorizka

Było pochmurnie, lekko chłodno, ale takie warunki były idealne na rower. W oddali ciężkie i ciemne chmury majaczyły, ale byłam dobrej myśli. Dosyć szybko docieramy do parku zdrojowego w Karwinie.
Chwila na zdjęcia przy fontannie i ruszamy w kierunku wałów na Olzie.
nie zdążyłam
nie zdążyłam © szczypiorizka

na szlaku w Czechach
na szlaku w Czechach © szczypiorizka

Na rynku we Frysztacie chwila przerwy na posiłek i toaletę.
pałac we Frysztacie
pałac we Frysztacie © szczypiorizka

Rynek
Rynek © szczypiorizka

Ponownie latem odbywa się "Karvinské kulturní léto". Fajnie, taka stała impreza wpisana w kalendarz tej miejscowości.
Po opuszczeniu centrum zaczęłyśmy kluczyć między uliczkami śródmieścia zgodnie z zaplanowaną trasą. W tym temacie nic się nie zmieniło- oznakowanie w Czechach jest dyskusyjne.
Nowością dla mnie był mural 3D złapany tuż przed polami.
pierwszy malunek złapany
pierwszy malunek złapany © szczypiorizka

Na szczęście dla nas, znaki państwowe na selfie się znalazły.
że ja to ja
że ja to ja © szczypiorizka

Po stronie polskiej zatrzymałyśmy się najpierw przy Kościele pw. Św. Anny w Gołkowicach, a następnie przy parkingu w Godowie, gdzie był przepiękny, z żywymi kolorami, z zeszłego roku (2025) mural. Przedstawia on Franciszka Pieczkę w roli Jańcio Wodnika. Pieczka pochodził z Godowa.
Jańcio Wodnik w Godowie
Jańcio Wodnik w Godowie © szczypiorizka

W ogóle nie spodziewałam się, że jakieś murale tego dnia znajdę i udokumentuję. Jadąc dalej decydujemy się nie robić pętli, która biegnie między innymi przez wsie Łaziska i Podbucze. Później uznamy, że była to dobra decyzja.
po polskiej stronie
po polskiej stronie © szczypiorizka

na trasie
na trasie © szczypiorizka

W okolicy Moszczenicy łapie nas deszcz. Na szczęście byłyśmy blisko MORu i mogłyśmy się schronić. Dokonuję analizy sytuacji i po kilkunastu minutach, w deszczu (ale jeszcze nie ulewie), jedziemy jakiś kilometr w kierunku Jastrzębia, by zjeść obiad i przeczekać.
masz babo placek
masz babo placek © szczypiorizka

Koleżanka miała sporo czasu do pociągu powrotnego, więc zdecydowałyśmy się podjechać do Parku Zdrojowego w Jastrzębiu.
smok
smok © szczypiorizka

Ja przeszczęśliwa, znowu widzę murale.
kolejny do kolekcji
kolejny do kolekcji © szczypiorizka

długi mural
długi mural © szczypiorizka

Chwilę się pokręciłyśmy po parku, parę zdjęć popstrykanych.
Inhalatorium
Inhalatorium © szczypiorizka

Może kiedyś się uda przyjechać tu na dłużej, by więcej zobaczyć tego miasta.
Chichot Życia Michał Batkiewicz
Chichot Życia Michał Batkiewicz © szczypiorizka

mural Witczaków- trochę zarośnięty
mural Witczaków- trochę zarośnięty © szczypiorizka

Wróciłyśmy na szlak w tym samym miejscu, w którym zboczyłyśmy z trasy. Do Zebrzydowic zostało nam jakieś 30-40 minut. Na szczęście po deszczu nie było już śladu.
na trasie
na trasie © szczypiorizka

W Zebrzydowicach znowu zbaczamy z trasy, chciałam podjechać i pokazać koleżance pałac. 
pałac w Zebrzydowicach
pałac w Zebrzydowicach © szczypiorizka

Dojeżdżając do dworca, złapałam jeszcze dwa malunki.
wypłyń na głębię
wypłyń na głębię © szczypiorizka

na zakończenie
na zakończenie © szczypiorizka

Na dworcu dłuższa chwila na pożegnanie i podsumowanie wyjazdu. Mimo początkowych przygód i mojego nieogaru (jak to się stało nie wiem xD) trasę udało się nam pokonać bez technicznych problemów, deszcz na szczęście nie przestraszył nas i tak naprawdę ulewę przeczekałyśmy w restauracji jedząc obiad. Ja jeszcze miałam niespodziankę w formie murali. Jeszcze przy samochodzie kręciłam kółeczko by dobić do 60 km 😂 





  • DST 105.50km
  • Czas 05:35
  • VAVG 18.90km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zrobiłam to!

Sobota, 13 czerwca 2026 · dodano: 14.06.2026 | Komentarze 11

Jak to się mówi? Taki clackbaitowy tytuł, aby zachęcić do przeczytania postu 😛
Otóż ciągle się zarzekam wszem i wobec, że nie lubię się ścigać i to nie dla mnie. No cóż, deklaracja to jedno, a jak jest super okazja to drugie. Wystartowałam w Ultramaratonie Tour de GZM, którego start był ulokowany przy Hali Sportowej w Tarnowskich Górach. Spodobała mi się formuła wyścigu- ja wystartowałam na dystansie 100 kilometrów, gdzie limit czasu był ponad 10 godzinny. Wiedziałam, że spokojnie to przejadę i się zmieszczę. Trasa była poprowadzona w większości terenami, które bardzo dobrze znam, bo wokół Tarnowskich Gór. Jedynie co to martwił mnie rejon Pyrzowic (oczywiście wiadukty).
grupa na 200 km przed startem
grupa na 200 km przed startem © szczypiorizka

Pogoda  nie napawała optymizmem. Zapowiadało się dosyć pochmurnie i okołodeszczowo. W pewnym momencie, podczas startów poszczególnych grup (w tym dniu startowali również na dystansie 200 kilometrów) to się nawet mocno rozpadało. 
na hali w oczekiwaniu na odprawę
na hali w oczekiwaniu na odprawę © szczypiorizka

Na szczęście, gdy już stanęłam na starcie, przestało padać. Lekki stres był, ale bardziej związany z tym czy nie pominę czegoś na trasie.
tuż przed startem
tuż przed startem © szczypiorizka

Najpierw czekała na nas Hałda Popłuczkowa. Tu wiedziałam, że może być różnie, bo jak zrobić to "kółeczko" na górze, które organizatorzy zaznaczyli na śladzie GPS. Po innych uczestnikach było widać, że każdy różnie to interpretował. Ja straciłam jakieś 3-5 minut na dziwne kręcenie się w tamtym miejscu xD
Następnie na trasie była Sportowa Dolina i Segiet. Tempo sobie nadałam szybkie, nawet trochę się przeraziłam, że gdzieś tam na po kilkunastu kilometrach padnę. Na szczęście następnym punktem był GCR i drogi rowerowe na Przyjaźni. Tam już bardziej się opanowałam 😆 Gdzieś na wysokości ul. Polarnej w Rybnej dołączyli do mnie dwaj inni uczestnicy, poznani jeszcze przed zawodami, Kamil i Szymon. Od tego momentu, już całą trasę przebyliśmy razem 🙂 Kolejne punkty na trasie to Strzybnica, Piaseczna (za oczyszczalnią ścieków), Pniowiec, by następnie wylądować na DDRce na ul. Grzybowej. Tu trasa była mi bardzo dobrze znana, bo pojechaliśmy przez Czarną Hutę na Chechło. Na Chechle chwila pauzy, przy okazji do naszej trójki dołączyło jeszcze dwóch panów, Przemek i Mariusz (mam nadzieję, że nie pomyliłam imion 😉 ).  Dalej to już kierunek Pyrzowice. W lasach bardzo przyjemnie, nie było jakiś miejsc, które po deszczach utrudniałyby jazdę. Na Zendku dłuższa, około 20 minutowa przerwa przy sklepie. Fajnie, że była tam full wypas toaleta 😁 To co mnie martwiło, czyli przecięcie autostrady A1 okazało się, miłym wspomnieniem- w jednym miejscu jechaliśmy pod autostradą, a w drugim, wiadukt nie był wzniesieniem, tylko był "na równi",  więc nie odczułam tego "czegoś" co mnie zawsze paraliżuje. Jednakże, tu pogoda się trochę popsuła, zaczęło mocno wiać i nawet w pewnym momencie wyciągnęliśmy dodatkowe ubrania, bo zaczęło coś padać. Po kilku kilometrach znowu się rozbieraliśmy z kurtek i dalej gnaliśmy w kierunku Świerklańca, by w parku się dowiedzieć, że jest impreza i trzeba rowery przeprowadzić między alejkami. Na szczęście nie był to zbyt duży odcinek. Przed nami czekały ostatnie konkretne podjazdy i coś co już było nawet wspominane na odprawie. Romantyczne ruiny w Orzechu. Bezsensowna pętla, przy której mocno się zmęczyliśmy, ubrudziliśmy, ja jeszcze tam zaliczyłam glebę. Przyjemne miejsce, ale na porę suchą, a cały tydzień wcześniej praktycznie padało, jeszcze gdzieniegdzie powalone konary sprawiały, że przeprowadzaliśmy rowery. Także jakieś ostanie 10 kilometrów już mocno odliczaliśmy ile nam zostało. Dwa ostatnie wzniesienia czekały na nas w Radzionkowie (na Knosały) i w Bobrownikach (na Wolskiego). Po przeszło 6 godzinach od startu  (dokładny mój czas to 6:38) przekroczyliśmy całą piątką metę 😁 💯🎉
jest medal!
jest medal! © szczypiorizka

Na hali czekał na nas ciepły posiłek. Po odpoczynku ruszyłam do domu, mając nad głową ciężkie, granatowe chmury, na szczęście nie zmoknęłam. W domu po ogarnięciu Whatsappa koleżanka sprawiła mi ogromną niespodziankę, przyjechała do mnie i przywiozła mi Aperola w kieliszku 😂❤️
niespodziewana nagroda
niespodziewana nagroda © szczypiorizka

Podsumowanie.
Bardzo fajna impreza. Podejrzewam, że nie zdecydowałabym się na nią, gdyby nie odbywała się w Tarnowskich Górach. Pluję sobie w brodę, że nie spróbowałam w poprzednich latach u Kowala na jego zawodach, gdy starty były na Strzybnicy 🤷🤦 Miałam szczęście, że niepotrzebne rzeczy z pakietu startowego mogłam oddać siostrze, która o poranku z ojcem poszła na basen. Jakimś cudem, na co zwykle nie zwracam zbytnio uwagi, bardzo dobrze rozłożyłam sobie spożywanie żeli (miałam 3) i innych przekąsek, picie podczas trasy (bez zatrzymywania się- co zwykle po prostu podczas wycieczek staję i wyjmuję bidon). Dzięki czemu w ogóle nie czułam spadku energii. Na 100% jestem pewna, że gdyby nie chłopaki to bym w takim czasie nie pokonała trasy. Trzymali dobre tempo, motywowali, pomagali. Też nie było z ich strony ciśnienia jakiegoś w stylu "a bo to wyścig". Ci co się ścigali, setkę ogarnęli w niecałe 4 godziny 😛 Było raźniej i weselej. Polecam spróbować swoich sił w tego typu imprezach.




  • DST 9.32km
  • Czas 00:35
  • VAVG 15.98km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

z ojcem

Wtorek, 5 maja 2026 · dodano: 10.05.2026 | Komentarze 4

Dopiero we wtorek udało mi się ogarnąć po urlopie na tyle, aby wyjść na rower. Na luzie z ojcem, cel Boruszowiec i lody w Perełce
kulturalnie
kulturalnie © szczypiorizka




  • DST 73.80km
  • Czas 04:20
  • VAVG 17.03km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

rajzowanie z Jarkiem

Sobota, 18 kwietnia 2026 · dodano: 18.04.2026 | Komentarze 5

Nie spodziewałam się, że dzisiaj ponownie wykręcę konkretne kilometry. Dzisiejsza wycieczka to zasługa Jarka. Ugadaliśmy się na Chechle . Oczywiście co mogło się stać? Jak się dałam do czytania książki -"Czarne niebo" Pawła Leśniaka (polecam, takie post apo, wciąga), to już wiedziałam, że się spóźnię na umówioną godzinę. Byłam na tyle kulturalna :P że oznajmiłam to już prawie godzinę wcześniej xD
W każdym bądź razie, udało się nam w końcu spotkać, by ponownie coś pokręcić. Najpierw udaliśmy się w kierunku Miasteczka Śląskiego.
Staw Gierzyna
Staw Gierzyna © szczypiorizka 

Pierwszy raz trafiłam na to miejsce. Wydaje się dosyć ciekawe, myślę by jeszcze tam zawitać w przyszłości i przyjrzeć się stawom bliżej (jak widać na zdjęciu, ciekawsza była dla mnie stanica niż zbiornik wodny xD).
Następnie tyłami huty dotarliśmy do Kalet. Tam, znanymi mi już asfaltowo- leśnymi ścieżkami dojechaliśmy do Piłki. To był ten moment, w którym podjęłam decyzję -> "dalej nie jadę twoją trasą" 😛 Jarek miał w planach dalej prosto dojechać do Lublińca, by w drodze powrotnej sprawdzić wyremontowaną rowerówkę wzdłuż DK11. Zdecydowałam, że jedziemy na Posmyk.
standard, Nowak pcha rower
standard, Nowak pcha rower © szczypiorizka

Posmyk
Posmyk © szczypiorizka

Tam chwila odpoczynku oraz krótki pokaz obsługi drona 😁
selfie z drona
selfie z drona © szczypiorizka

W drogę powrotną pojechaliśmy dobrze mi już znaną trasą przez Koty i Tworóg.
w zachodzących promieniach słońca
w zachodzących promieniach słońca © szczypiorizka

Cieszę się, że mogłam coś ciekawego pokazać Jarkowi, co zwykle omijał szerokim łukiem jadąc na kolarzówce.
Darz Bór
Darz Bór © szczypiorizka

z drugiej strony
z drugiej strony © szczypiorizka

czyżby stanowisko strzeleckie?
czyżby stanowisko strzeleckie? © szczypiorizka

Dojechaliśmy do Strzybnicy, gdzie ja udałam się do domu, a Jarek przynajmniej jako substytut niesprawdzonej rowerówki w Lublińcu, mógł sprawdzić tę tarnogórską, wzdłuż ulicy Grzybowej 😛




  • DST 11.67km
  • Czas 00:43
  • VAVG 16.28km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

spokojna wycieczka z ojcem

Niedziela, 2 listopada 2025 · dodano: 02.11.2025 | Komentarze 0

Krótka, leniwa wycieczka z ojcem. Trasa Pniowiec-Boruszowice, bez Garmina, tylko zwykły licznik rowerowy.




  • DST 43.28km
  • Czas 02:34
  • VAVG 16.86km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

rajzowanie z Jarkiem

Niedziela, 21 września 2025 · dodano: 21.09.2025 | Komentarze 5

Dziś miałam ponownie okazję pojeździć z Jarkiem Trasa bardzo ciekawa, wymagająca, ale co to dla mnie xD
prawie na platformie
prawie na platformie © szczypiorizka

Dzięki dobrze przygotowanej przez Jarka trasie, było sporo miejsc z ładnymi widokami z jednej strony industrialnie, a z drugiej strony na lotnisko.
widok na Hutę Katowice
widok na Hutę Katowice © szczypiorizka

Pogoda idealna. Ładnie słońce świeciło, wiatr nie przeszkadzał. Momentami trochę większy ruch samochodowy.
Beskidy też widać
Beskidy też widać © szczypiorizka

start samolotu
start samolotu © szczypiorizka

12% podjazd też w końcu pokonałam i mogłam zobaczyć z bliska radar lotniskowy.
Dziewicza Góra
Dziewicza Góra © szczypiorizka

Na koniec, krótka "gimnastyka" na siłowni na wolnym powietrzu w Ossach oraz sprawdzenie godziny na zegarze słonecznym.
zegar słoneczny w Ossach
zegar słoneczny w Ossach © szczypiorizka

Dzięki temu, że znowu przyjechałam samochodem do Świerklańca, byliśmy godzinę do przodu z jazdą ;-)