Info
Suma podjazdów to 365 metrów.
Więcej o mnie.
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Lipiec15 - 11
- 2026, Czerwiec8 - 28
- 2026, Maj8 - 48
- 2026, Kwiecień12 - 58
- 2026, Marzec6 - 27
- 2026, Styczeń1 - 5
- 2025, Listopad1 - 0
- 2025, Październik3 - 10
- 2025, Wrzesień11 - 55
- 2025, Sierpień16 - 93
- 2025, Lipiec7 - 36
- 2025, Czerwiec10 - 68
- 2025, Maj7 - 48
- 2025, Kwiecień7 - 39
- 2025, Marzec7 - 25
- 2025, Styczeń1 - 8
- 2024, Październik6 - 35
- 2024, Wrzesień6 - 20
- 2024, Sierpień10 - 41
- 2024, Lipiec8 - 28
- 2024, Czerwiec6 - 23
- 2024, Maj7 - 27
- 2024, Kwiecień8 - 34
- 2024, Marzec3 - 7
- 2024, Luty3 - 11
- 2023, Listopad1 - 0
- 2023, Październik4 - 12
- 2023, Wrzesień8 - 23
- 2023, Sierpień8 - 16
- 2023, Lipiec11 - 19
- 2023, Czerwiec11 - 18
- 2023, Maj8 - 7
- 2023, Kwiecień7 - 4
- 2022, Listopad1 - 3
- 2022, Październik7 - 11
- 2022, Wrzesień2 - 2
- 2022, Sierpień6 - 11
- 2022, Lipiec10 - 29
- 2022, Czerwiec14 - 37
- 2022, Maj15 - 27
- 2022, Kwiecień3 - 9
- 2022, Marzec2 - 8
- 2021, Październik1 - 5
- 2021, Wrzesień3 - 4
- 2021, Sierpień3 - 17
- 2021, Lipiec5 - 13
- 2021, Czerwiec10 - 51
- 2021, Maj6 - 24
- 2021, Kwiecień3 - 13
- 2021, Marzec2 - 7
- 2021, Luty2 - 5
- 2020, Grudzień1 - 5
- 2020, Listopad1 - 6
- 2020, Październik4 - 9
- 2020, Wrzesień7 - 18
- 2020, Sierpień7 - 12
- 2020, Lipiec5 - 5
- 2020, Czerwiec8 - 16
- 2020, Maj8 - 13
- 2020, Kwiecień4 - 13
- 2019, Grudzień1 - 6
- 2019, Październik4 - 4
- 2019, Wrzesień4 - 12
- 2019, Sierpień7 - 15
- 2019, Lipiec3 - 8
- 2019, Czerwiec12 - 20
- 2019, Maj5 - 9
- 2019, Kwiecień3 - 8
- 2019, Marzec2 - 10
- 2018, Październik3 - 7
- 2018, Wrzesień7 - 13
- 2018, Sierpień5 - 8
- 2018, Lipiec5 - 4
- 2018, Czerwiec6 - 3
- 2018, Maj8 - 0
- 2018, Kwiecień5 - 0
- 2018, Marzec1 - 0
- 2018, Styczeń1 - 0
- 2017, Wrzesień3 - 0
- 2017, Sierpień5 - 0
- 2017, Lipiec6 - 4
- 2017, Czerwiec6 - 0
- 2017, Maj1 - 0
- 2017, Kwiecień1 - 1
- 2016, Październik2 - 0
- 2016, Wrzesień3 - 0
- 2016, Sierpień3 - 1
- 2016, Lipiec3 - 0
- 2016, Czerwiec4 - 1
- 2016, Maj3 - 0
- 2016, Kwiecień4 - 2
- 2016, Styczeń1 - 1
- 2015, Listopad1 - 1
- 2015, Sierpień6 - 0
- 2015, Czerwiec2 - 0
- 2015, Maj7 - 0
- 2015, Kwiecień3 - 0
- 2015, Marzec1 - 4
- 2014, Listopad1 - 0
- 2014, Październik6 - 0
- 2014, Wrzesień8 - 1
- 2014, Sierpień8 - 0
- 2014, Lipiec8 - 0
- 2014, Czerwiec11 - 0
- 2014, Maj10 - 1
- 2014, Kwiecień7 - 1
- 2014, Marzec3 - 1
- 2014, Luty1 - 0
- 2014, Styczeń1 - 5
- 2013, Grudzień2 - 3
- 2013, Listopad12 - 0
- 2013, Październik5 - 3
- 2013, Wrzesień5 - 15
- 2013, Sierpień18 - 6
- 2013, Lipiec17 - 9
- 2013, Czerwiec12 - 12
- 2013, Maj14 - 7
- 2013, Kwiecień14 - 10
- 2012, Listopad1 - 3
- 2012, Październik5 - 5
- 2012, Wrzesień7 - 3
- 2012, Sierpień8 - 3
- 2012, Lipiec15 - 4
- 2012, Czerwiec8 - 11
- 2012, Maj8 - 5
- 2012, Kwiecień4 - 1
- 2012, Marzec3 - 1
- 2011, Listopad1 - 1
- 2011, Październik2 - 0
- 2011, Wrzesień17 - 2
- 2011, Sierpień8 - 2
- 2011, Lipiec8 - 5
murale
| Dystans całkowity: | 2790.61 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 166:30 |
| Średnia prędkość: | 16.76 km/h |
| Liczba aktywności: | 61 |
| Średnio na aktywność: | 45.75 km i 2h 43m |
| Więcej statystyk | |
- DST 117.03km
- Czas 06:30
- VAVG 18.00km/h
- Sprzęt Kross Esker 5.0
- Aktywność Jazda na rowerze
po mural do Piotrówki
Sobota, 11 lipca 2026 · dodano: 11.07.2026 | Komentarze 0
Rano basen i zakupy. Nim się zebrałam była 11,30. A to wszystko przez to, że Garmin trochę nie współpracuje. Okazuje się, że nie mam aż takiej sklerozy i nie zapominam wrzucać narysowanych tras danej wycieczki do GPSa tylko on tego "nie notuje" w pamięci. Pół godziny się męczyłam i na różne sposoby wrzucałam mapkę do niego. Przez kabel i kompa, przez telefon i wifi/bluetooth i nic. Znowu miałam posiłkować się telefonem. Tym razem zamontowałam na kierownicę uchwyt na telefon.
Nie pamiętam kiedy trasę planowałam, ale tym razem nie była ona poprowadzona tak, jak zwykle jechałam do Jemielnicy, czyli między innymi przez Świniowice, Wielowieś. Jechałam przez Mikołeskę, szutrami premium w kierunku Pustej Kuźnicy, stamtąd do Potępy, Czarkowa, Wielowsi i Świbia. W Świbiu zainteresował mnie jeden budynek, to dwór z XIX wieku, w dosyć kiepskim stanie.
dwór z XIX wieku w Świbiu © szczypiorizka
Ogółem cała trasa była niepewna pod względem pogody. Co chwilę spoglądałam na chmury, które nieciekawie wyglądały.
chmury nie napawają optymizmem © szczypiorizka
Do Barutu dotarłam zielonym szlakiem PTTK, średnio fajny w niektórych momentach.
"stary" mural :P © szczypiorizka
Z Barutu strzała do Piotrówki. 
Piotrówka © szczypiorizka
Jeden z kilkunastu murali z tej serii w ramach jakiegoś projektu Stowarzyszenia Odnowi Wsi. Tak, tylko po to jechałam do województwa opolskiego, by złapać ten jeden mural 😂
koleje losu © szczypiorizka
Stowarzyszenie Odnowy Wsi © szczypiorizka
o której pociąg odjeżdża? © szczypiorizka
Rzut oka do kościoła.
Kościół pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Piotrówce © szczypiorizka
wnętrze kościoła w Piotrówce © szczypiorizka
Po czym udałam się w drogę powrotną. 
srebrne wesele © szczypiorizka
Drogę powrotną wymyśliłam sobie (kiedyś tam podczas planowania) przez Żędowice do Lublińca. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona na to, cały czas granatowe chmury były nade mną, ale na miejscu okazało się, że mam niespodziankę. Przy szkole podstawowej był piękny mural, szukałam i znalazłam, że jest on z 2016 roku i zdaje się, że namalowała go Grupa Nie.Tak, czyli ten od Franka Myszy.
mural w Żędowicach © szczypiorizka
mural w Żędowicach © szczypiorizka
Byłam już kiedyś w Żędowicach, ale chyba nie przejeżdżałam tamtędy, bo nigdy wcześniej nie widziałam tego malunku. 
mural w Żędowicach © szczypiorizka
mural w Żędowicach © szczypiorizka
Bardzo ładnie wplecione elementy szkolne: kredki, temperówka, stalówka, książki. Super to wygląda, mimo upływu tych już w sumie 10 lat, mural dobrze się trzyma.
mural w Żędowicach © szczypiorizka
Przy szkole też jest taki ogród sensoryczny, ale był zamknięty.
ogród sensoryczny © szczypiorizka
Michelin © szczypiorizka
Kolejna część trasy to droga leśna do Lublińca. To była chyba najcięższa część tej wycieczki. Sama trasa nie była zła, fajny szuter, ale to były bardzo długie proste. Ciągle niefajne chmury nade mną, zero ludu po drodze, nie miałam żadnej mp3, ptaszki nie śpiewały, zasięg w pewnym momencie zniknął, masakra jechać tak łącznie prawie 20 kilometrów. Taka dołująca cisza. W Lublińcu przerwa na obiad, średnio smaczny "fancy" hamburger. Potem już strzała do domu. Strzała to dużo powiedziane- tyłek zaczął mnie boleć. Odliczałam już każdy kilometr do domu, a były to 32 kilometry jeszcze. Ze względu na dziwne działanie Garmina, na Stravie trasa jest podzielona na dwie części. Do Lublińca i z Lublińca. Dla bezpieczeństwa urządzenia- gdyby mi się trasa nie zapisała, byłabym delikatnie rzecz ujmując zła. Tak wiem, zaraz mi napiszecie, że mogłam zapisywać ślad na telefonie... który w takim momencie żre prąd jak głupi i na Żelaznym Szlaku to ledwo starczyło mi przez to powerbanka.
Wyjazd zaliczam do udanych, mural zaliczony, pogoda była łaskawa dla mnie- nie spadło ani kropelki deszczu. Wiatr, obleci, tragedii nie było.
- DST 64.43km
- Czas 03:08
- VAVG 20.56km/h
- Sprzęt Velli
- Aktywność Jazda na rowerze
leśne szutry premium
Piątek, 10 lipca 2026 · dodano: 10.07.2026 | Komentarze 2
Ostatnio na Stravie widziałam fajną trasę zrobioną przez kolegę, postanowiłam ją również przejechać. Trasa prosta- na Mikołeskę i potem szutrami premium na Kokotek. Stamtąd asfaltową DDRką w lesie aż do Lublińca. Tam pokręciłam się, aby uzyskać 30 km w jedną stronę. Powrót, podobny, z tym, że na Mikołesce skręciłam w drogę asfaltową, potem trochę jeszcze po Pniowcu pokluczyłam.
droga Zająca © szczypiorizka
Miałam wyjątkowe szczęście, udało mi się wyciągnąć telefon i na spokojnie zrobić zdjęcia, jakość nie powala, ale i tak jestem zadowolona z efektu.
taka niespodzianka © szczypiorizka
W Pustej Kuźnicy przełamałam swoją nieśmiałość i podjechałam do Hufca ZHP Lubliniec. Tam chłopaki bez problemu poprowadzili mnie do miejsca, gdzie na ścianie jednego z budynków jest mural poświęcony żołnierzom Straży Granicznej i 74 Górnośląskiemu Pułku Piechoty. Mural przedstawia dawne przejście graniczne w Pustej Kuźnicy oraz wydarzenia jakie rozegrały się w tym rejonie rankiem 1 września 1939 r. 
mural w Pustej Kuźnicy © szczypiorizka
mural w Pustej Kuźnicy © szczypiorizka
mural w Pustej Kuźnicy © szczypiorizka
ładny bocian © szczypiorizka
Oczywiście jak to u mnie bywa, albo wody za mało albo czegoś do jedzenia. Tym razem padło na jedzenie, więc na Pniowcu uznaję, że nie będę kombinować i jadę do domu.
mostek © szczypiorizka
Na Pniowcu sporo wędkarzy, pytam się jednego, czy to są zawody, a on że nie, ale nowe ryby zostały wpuszczone.
sporo moczykijów © szczypiorizka
Wypad udany, mimo, że wyszłam dopiero około 16,30 przez tę deszczową pogodę.
- DST 60.07km
- Czas 03:59
- VAVG 15.08km/h
- Sprzęt Kross Esker 5.0
- Aktywność Jazda na rowerze
Żelazny Szlak Rowerowy
Poniedziałek, 6 lipca 2026 · dodano: 07.07.2026 | Komentarze 2
Udało mi się umówić z koleżanką z Krakowa na tę przejażdżkę. Sama byłam ciekawa po tych kilku latach czy Szlak dalej będzie mnie zachwycał. Przez ostatnie dni pogoda była naprawdę mocno w kratkę, ale wierzyłam że poniedziałek skończy się tylko na pochmurnym niebie. O ile za pierwszym razem zaczynałam w Godowie, to tym razem start był spod Dworca PKP w Zebrzydowicach. Jazda po autostradzie w dalszym ciągu nie należy do moich ulubionych, ale sprawnie to mi jakoś poszło. Gorzej było w Zebrzydowicach, bowiem remontują tory kolejowe i wiadukty, z czego jeden zamknęli. Na szczęście nie tylko ja zawracałam na drodze :P Kiedy w końcu udało mi się dojechać na upatrzone wcześniej miejsce parkingowe, wypakowałam rower i rzeczy, po czym udałam się na dworzec, który wygląda strasznie. Oczywiście kasy biletowej czy toalety tam się nie uświadczy. Dobrze, że chociaż zegar chodzi prawidłowo. Pierwotnie miałam w planach trochę jeszcze pokręcić solo przed przyjazdem koleżanki, ale przez ten zamknięty wiadukt, straciłam sporo czasu i w sumie niedługo po moim dotarciu na dworzec dotarła koleżanka. Chwila na przywitanie, ogarnięcie się i ZONK. Nie mam śladu wbitego w Garmina. 🤦 Już kiedyś to zrobiłam, w Krakowie gdy szukałam murali. Znowu miałam szczęście, że na telefonie miałam zapisany ślad. Szybka akcja przemontowywana uchwytu na telefon (od koleżanki) i możemy ruszać.
Pojechałyśmy w kierunku zgodnym ze wskazówkami zegara (ja za pierwszym razem pojechałam w odwrotnym kierunku) i płynnie przekroczyłyśmy granicę, nawet nie było w tamtym miejscu żadnych znaków świadczących, że jesteśmy w Czechach.
widoczek mimo chmur © szczypiorizka
Było pochmurnie, lekko chłodno, ale takie warunki były idealne na rower. W oddali ciężkie i ciemne chmury majaczyły, ale byłam dobrej myśli. Dosyć szybko docieramy do parku zdrojowego w Karwinie.
Chwila na zdjęcia przy fontannie i ruszamy w kierunku wałów na Olzie.
nie zdążyłam © szczypiorizka
na szlaku w Czechach © szczypiorizka
Na rynku we Frysztacie chwila przerwy na posiłek i toaletę.
pałac we Frysztacie © szczypiorizka
Rynek © szczypiorizka
Ponownie latem odbywa się "Karvinské kulturní léto". Fajnie, taka stała impreza wpisana w kalendarz tej miejscowości.
Po opuszczeniu centrum zaczęłyśmy kluczyć między uliczkami śródmieścia zgodnie z zaplanowaną trasą. W tym temacie nic się nie zmieniło- oznakowanie w Czechach jest dyskusyjne.
Nowością dla mnie był mural 3D złapany tuż przed polami.
pierwszy malunek złapany © szczypiorizka
Na szczęście dla nas, znaki państwowe na selfie się znalazły.
że ja to ja © szczypiorizka
Po stronie polskiej zatrzymałyśmy się najpierw przy Kościele pw. Św. Anny w Gołkowicach, a następnie przy parkingu w Godowie, gdzie był przepiękny, z żywymi kolorami, z zeszłego roku (2025) mural. Przedstawia on Franciszka Pieczkę w roli Jańcio Wodnika. Pieczka pochodził z Godowa.
Jańcio Wodnik w Godowie © szczypiorizka
W ogóle nie spodziewałam się, że jakieś murale tego dnia znajdę i udokumentuję. Jadąc dalej decydujemy się nie robić pętli, która biegnie między innymi przez wsie Łaziska i Podbucze. Później uznamy, że była to dobra decyzja.
po polskiej stronie © szczypiorizka
na trasie © szczypiorizka
W okolicy Moszczenicy łapie nas deszcz. Na szczęście byłyśmy blisko MORu i mogłyśmy się schronić. Dokonuję analizy sytuacji i po kilkunastu minutach, w deszczu (ale jeszcze nie ulewie), jedziemy jakiś kilometr w kierunku Jastrzębia, by zjeść obiad i przeczekać.
masz babo placek © szczypiorizka
Koleżanka miała sporo czasu do pociągu powrotnego, więc zdecydowałyśmy się podjechać do Parku Zdrojowego w Jastrzębiu.
smok © szczypiorizka
Ja przeszczęśliwa, znowu widzę murale.
kolejny do kolekcji © szczypiorizka
długi mural © szczypiorizka
Chwilę się pokręciłyśmy po parku, parę zdjęć popstrykanych.
Inhalatorium © szczypiorizka
Może kiedyś się uda przyjechać tu na dłużej, by więcej zobaczyć tego miasta.
Chichot Życia Michał Batkiewicz © szczypiorizka
mural Witczaków- trochę zarośnięty © szczypiorizka
Wróciłyśmy na szlak w tym samym miejscu, w którym zboczyłyśmy z trasy. Do Zebrzydowic zostało nam jakieś 30-40 minut. Na szczęście po deszczu nie było już śladu.
na trasie © szczypiorizka
W Zebrzydowicach znowu zbaczamy z trasy, chciałam podjechać i pokazać koleżance pałac. 
pałac w Zebrzydowicach © szczypiorizka
Dojeżdżając do dworca, złapałam jeszcze dwa malunki.
wypłyń na głębię © szczypiorizka
na zakończenie © szczypiorizka
Na dworcu dłuższa chwila na pożegnanie i podsumowanie wyjazdu. Mimo początkowych przygód i mojego nieogaru (jak to się stało nie wiem xD) trasę udało się nam pokonać bez technicznych problemów, deszcz na szczęście nie przestraszył nas i tak naprawdę ulewę przeczekałyśmy w restauracji jedząc obiad. Ja jeszcze miałam niespodziankę w formie murali. Jeszcze przy samochodzie kręciłam kółeczko by dobić do 60 km 😂
- DST 65.29km
- Czas 03:23
- VAVG 19.30km/h
- Sprzęt Kross Esker 5.0
- Aktywność Jazda na rowerze
Lubliniec
Środa, 17 czerwca 2026 · dodano: 17.06.2026 | Komentarze 3
Zakwasów po zawodach nie było, za to siniaki mają się ładnie na moich nogach czy rękach 😂 Dzisiaj podczas grzebania w internetach odkryłam, że mogę ruszyć tyłek i pojechać do Lublińca nie tylko po to, by sprawdzić tę DDR w lesie po remoncie, ale i złapać kilka malunków, których wcześniej nie widziałam.
Nie wiem czemu ludziom się ta droga nie podoba, jest całkiem spoko, że wąsko? Dzisiaj mijałam wielu rowerzystów i pieszych, nawet takiego z przyczepką dla dzieci. Nie było żadnego problemu.
trasa Zająca © szczypiorizka
Najpierw podjechałam sobie pod okoliczny lubliniecki staw/ zalew.
Zalew Droniowicki © szczypiorizka
W samym centrum Lublińca, krążąc między uliczkami przy rynku złapałam dwa murale/malunki, które można bardzo łatwo przeoczyć. W łączniku między ulicą Wąską a Edyty Stein, siedzi sobie starszy pan na ławeczce.
na ławeczce © szczypiorizka
Zaś na samej ulicy Edyty Stein pan (podobno to wizerunek księdza), wygląda przez okno.
pan z okienka © szczypiorizka
Bardzo fajnie namalowane, można się nabrać patrząc tak jednym okiem.
zbliżenie © szczypiorizka
Strefa Ruchu © szczypiorizka
Podjechałam jeszcze na garaże. Terminatora mam, nawet go nie fotografowałam ponownie, ale uznałam, że papieża cyknę, bo wygląda nadal "świeżo". Ogółem w tamtym rejonie się chwilę pokręciłam i uwieczniłam "na kliszy" parę nowych malunków.
garaże © szczypiorizka
garaże © szczypiorizka
garaże © szczypiorizka
garaże © szczypiorizka
garaże © szczypiorizka
garaże © szczypiorizka
garaże © szczypiorizka
Franek Mysza © szczypiorizka
to ile tych liter? © szczypiorizka
Reksio i Baranek Shaun © szczypiorizka
Muralu z dzieckiem czytającym książkę nie robiłam, był to chyba pierwszy mural z Lublińca, który złapałam. Po sprawdzeniu planowanych miejscówek, podjechałam na chwilę do siostry, a potem ruszyłam w drogę powrotną. Oczywiście jak tylko się dało, zmieniłam trasę, w Pustej Kuźnicy skręciłam w kierunku na Koty.
Na Brynku mogłam znowu zobaczyć postęp prac, sugerujący, że będzie to strzelnica.
coraz bardziej mi przypomina to strzelnicę © szczypiorizka.
Na Strzybnicy minęłam się z tatą, on wracał z działki, ja jeszcze podjechałam do mamy podlać kwiatki.
- DST 29.42km
- Czas 02:20
- VAVG 12.61km/h
- Sprzęt Velli
- Aktywność Jazda na rowerze
katowickie i chorzowskie murale 2026
Niedziela, 31 maja 2026 · dodano: 02.06.2026 | Komentarze 7
Sobota odpadła rowerowo, bo padało. A miałam nawet bilety na pociąg kupione. Wobec niesprzyjających prognoz, bilety zostały zwrócone i kupiłam nowe, na niedzielę, całkowicie inna destynacja się zrodziła w mojej głowie. Ruszyłam po obiedzie na dworzec w TG, skąd pojechałam koleją do Chorzowa Batorego. W ogóle to kilometraż mogłabym zwiększyć o te kilka kilometrów dojazdu i powrotu z dworca w centrum, ale uznałam, że to jeszcze nie ten miesiąc, gdzie każdy metr się będzie liczył 😉
Pierwsze murale łapię jeszcze w Chorzowie. Udałam się w kierunku ulicy Szpitalnej, by tam wpaść na tak zwany szlak spacerowy "Śladem Dwóch Hut".
szlakiem hutniczym po Chorzowie © szczypiorizka
szlakiem hutniczym po Chorzowie © szczypiorizka
szlakiem hutniczym po Chorzowie © szczypiorizka
Trzy murale w bliskim sąsiedztwie. Przy okazji szukania, spodobał mi się ten budynek
budynek dyrekcji huty © szczypiorizka
Jest on dalej w użytkowaniu, powstał w 1915 roku, płaskorzeźby są alegoriami hutnictwa.
detale © szczypiorizka
Coś, co równie mocno mnie zaintrygowało to te atrybuty kibica.
kosa z GieKSą © szczypiorizka
Wujek google podpowiedział, że tak robią zagorzali kibice, gdy zdobędą fanty drużyny przeciwnej. Teraz, podczas pisania postu, oprócz koszulek GKS Katowice, widzę, że szaliki nie są katowickie, a z Legii Warszawa.
Po ogarnięciu się w tej części Chorzowa, jadę w kierunku centrum Katowic.
Na przeciwko Johna Baildona (muralu na skrzyżowaniu Gliwickiej, Bocheńskiego i Brackiej) mogłam zobaczyć świeży mural Szwedzkiego, który jest podświetlany w nocy.
funkel nówka Szwedzki © szczypiorizka
Ma nawiązywać do rapera Gibbsa. Można powiedzieć, że farba jeszcze dobrze nie wyschła xD Po drugiej stronie budynku mniejszy Szwedzki.
Szwedzki © szczypiorizka
Następnie udałam się na ulicę Pośpiecha. Tam najpierw czekał mnie mur przy ogródkach działkowych.
płot na Załężu © szczypiorizka
płot na Załężu © szczypiorizka
Był on pomalowany w ramach Festiwalu OTAK! GraFF JAM w zeszłym, 2025 roku.
płot na Załężu © szczypiorizka
płot na Załężu © szczypiorizka
Główna atrakcja na tej ulicy czekała na mnie po przeciwnej stronie.
OTAK! GraFF JAM © szczypiorizka
W Festiwalu wzięło udział ponad 100 artystów. Motyw przewodni to ogień.
OTAK! GraFF JAM © szczypiorizka
Trochę miałam opory prowadząc, a raczej jadąc wzdłuż tej rampy, na szczęście nie złapałam gumy.
OTAK! GraFF JAM © szczypiorizka
Jedynie co to podczas robienia licznych zdjęć, zorientowałam się, że wypadła mi z tylnej kieszonki bluzki kartka z mapką, gdzie miałam zaznaczone kolejne punkty. Pierwszy raz odkąd jeżdżę szukać murali, nie zrobiłam śladu GPS tylko miałam się posłużyć papierową kartką. Jak durna jeździłam wte i wewte przy budynku. Kartki nie znalazłam, trudno, na szczęście punktów nie było za dużo i chyba wszystkie pamiętałam. Zdenerwowanie na małe kieszonki w damskich koszulkach rowerowych mimo to zostało (chciałam mieć pod ręką kartkę).
OTAK! GraFF JAM © szczypiorizka
OTAK! GraFF JAM © szczypiorizka
OTAK! GraFF JAM © szczypiorizka
OTAK! GraFF JAM © szczypiorizka
OTAK! GraFF JAM © szczypiorizka
OTAK! GraFF JAM © szczypiorizka
OTAK! GraFF JAM © szczypiorizka
OTAK! GraFF JAM © szczypiorizka
OTAK! GraFF JAM © szczypiorizka
OTAK! GraFF JAM © szczypiorizka
Gdy już się uporałam z budynkiem, czas było ruszyć dalej. Kolejnemu muralowi zdjęcie zrobiłam zza płotu. Widnieje on na placu kawiarni Wysoki Zamek. Mural z 2020 roku autorstwa Damiana Bochenka.
w klubie Wysoki Zamek © szczypiorizka
Wizerunek harcmistrza "czekał" na mnie w dalszej części ulicy Gliwickiej, nieopodal trzech innych murali, które wcześniej już sfotografowałam.
Harcmistrz Jerzy Lis © szczypiorizka
Namalowane przez artystów Czary Mury. Tych samych, którzy wykonali mural Wodeckiego w centrum Katowic.
Baner Wiktora Baranka również znajdziemy na ulicy Pośpiecha. Powstał w ramach Dzielnicowej Galerii Niepodległości w 2019 roku. 
baner Wiktora Baranka © szczypiorizka
Na ulicy Juliusza Słowackiego można znaleźć mural również z zeszłego, 2025 roku, nawiązujący do 160-tych urodzin miasta Katowice. Bardzo mi się podoba.
mural z okazji 160. urodzin Katowic © szczypiorizka
Kolejny Szwedzki ukrył się na ulicy biegnącej do dworca PKP (plac Marii i Lecha Kaczyńskich).
Szwedzki © szczypiorizka
Dżem © szczypiorizka
W Katowicach można też znaleźć szlak neonów. W internecie można znaleźć mapkę ze szlakiem. Szkoda, że nie mam okazji, aby wieczorem przejść się po mieście i obejrzeć jak świecą.
Z kolejnym muralem (na Francuskiej) mam problem, w sensie myślałam, że jeszcze nie jest skończony, ponieważ są rusztowania. Szukając w internecie informacji natknęłam się na zdjęcie gotowego malunku bez rusztowań. Co może oznaczać tylko jedno-> zostanie zamalowany i być może pojawi się niedługo coś nowego.
reklama © szczypiorizka
Przy Wodeckim na ul. Francuskiej są kwiatki autorstwa grupy Grube Linie. Zostały namalowane z okazji 15-lecia ulicy Mariackiej. Wydarzenie miało miejsce również w 2025 roku. Dodatkowo na czas jubileuszu, nad kwiatkami wisiał neon z napisem Mariacka.
mural od Grube Linie+ Wodecki który łypie jednym okiem © szczypiorizka
Jadąc dalej zainteresował mnie ten budynek, po chwili się zorientowałam, że to szpital, który niegdyś prowadziły siostry zakonne.
szpital św. Elżbiety © szczypiorizka
Piłkarza znajdziemy na ulicy Granicznej.
Jan Furtok © szczypiorizka
Czekając na zielone, zainteresowała mnie kolejna kamienica. Oprócz klimatów postindustrialnych (albo jak to kolega powiedział "postapo" 😛) lubię zadzierać głowę do góry i przyglądać się budynkom. 
kamienica na ul. Warszawskiej © szczypiorizka
Nowy wizerunek Korfantego też znalazł się na mojej liście do zaliczenia.
nowy Korfanty © szczypiorizka
Tu dla porównania stary (#edit bo zainspirował mnie Marecki, by dać porównanie stare-nowe).
Przy okazji postanowiłam pokręcić się po starych śmieciach i zobaczyć co się dzieje na Bankowej przy uniwersytecie.
bebok przy UŚiu © szczypiorizka
Może kiedyś zdecyduję się na zaliczenie szlaku beboków, ale to jak wrocławskie krasnale, mnoży się niemiłosiernie.
Przy okazji mojej ostatniej wizyty w Katowicach sfotografowałam tańczącą z atomami. Cieszyłam się z tego faktu, bo niedługo potem budynek wyburzono. Obecnie nikt nie lubi próżni, nowy budynek uczelni się buduje.
nowy budynek przy uniwersytecie © szczypiorizka
Tu owa tańcząca z atomami
Jeszcze taką mozaikę złapałam niedaleko.
mozaika na ul. Moniuszki © szczypiorizka
Powiedz, gdzie jesteś, nie mówiąc gdzie jesteś. Po jednym zdjęciu.
opisz miasto nie mówiąc jakie to © szczypiorizka
Jeszcze pojechałam za Spodek, licząc, że na ścianie jednego z bloków będzie mural, który często jest jakąś reklamą. Niestety nic nie było.
kolejny bebok © szczypiorizka
Dalej to już dzida do Parku Śląskiego.
Przy murku okalającym ZOO, sfotografowałam co ciekawsze murale.
z boku ZOO © szczypiorizka
Te nawiązujące do trzech Powstań Śląskich już mam w swojej kolekcji.
z boku ZOO © szczypiorizka
z boku ZOO © szczypiorizka
z boku ZOO © szczypiorizka
Oczywiście ładna, słoneczna niedziela, to i mnóstwo ludzi . Musiałam uważać podczas robienia nagłych postojów na zdjęcie.
z boku ZOO © szczypiorizka
z boku ZOO © szczypiorizka
Murali było więcej, ale ich stan niezbyt zachęcał do uwiecznienia. Rzut oka na kilka atrakcji Parku Śląskiego.
kąpielisko "Fala" © szczypiorizka
remont Dużego Stawu w Parku Śląskim © szczypiorizka
Żyrafa to już dobrych kilka lat się remontuje. W sensie ta głowa, przy okazji wzięli się za całą alejkę od żyrafy aż do ZOO. Mogliby też w końcu wyremontować Halę Kapelusz.
żyrafa dalej bez głowy © szczypiorizka
Przy Silesii robię tak zwaną siku pauzę, no a skoro tam już byłam to wskoczył hamburger z maczka. Tam też znalazłam moją nieszczęsną mapkę, zawieruszyła się przy plecaku. Sprawdziłam, jeden mural ominęłam. Będzie następnym razem 😏
W Chorzowie, jadąc już powoli w kierunku stacji PKP, miałam niesamowite szczęście. Poznałam "na żywo" kolejnego rowerzystę ze społeczności Bikestats, Tomka który akurat wracał z pielgrzymki mężczyzn do Piekar Śląskich. Chwila miłej rozmowy, po czym udałam się w dalszą drogę. Znowu zachwyciły mnie kamienice.
ładna kamienica © szczypiorizka
A także, tajemniczo wyglądający kościół. W domu przeczytałam dopiero, że to ewangelicki. A tajemniczy dlatego, że jakoś tak wydawał się ten plac kościelny pustawy, coś mi brakowało, niekoniecznie wiernych, po prostu, zainteresował mnie 😁
Kościół Ewangelicki im. Marcina Lutra © szczypiorizka
Mural przy Rynku chorzowskim jest z 2013 roku (taki najwcześniejszy wpis znalazłam). Nie wiem czyjego jest autorstwa. Nadgryziony zębem czasu, mimo to prezentuje się dalej ładnie.
mural "Park Śląski" © szczypiorizka
Przejazd Estakadą nadal niemożliwy, ale pod nią można już pieszo przechodzić, oraz niektóre ulice są drożne dla tramwajów czy samochodów.
można już przejechać pod Estakadą © szczypiorizka
czekamy z niecierpliwością © szczypiorizka
Widziałam, jak co niektórzy wchodzili po schodach na górę i przechadzali się po niej, pewnie bym miała lepszy widok na zrobienie odpowiednich zdjęć. 😛
uznaję, że zdobyłam ten mural (LOVE) © szczypiorizka
przy Estakadzie jeszcze pustawo © szczypiorizka
Trochę się pokręciłam po tej okolicy, bo co chciałam jechać na stację, coś nowego przykuwało moją uwagę. Znikomy ruch pieszo- samochodowy sprzyjał takiej jeździe. Nie wiadomo kiedy znowu będzie taka okazja.
poczta polska © szczypiorizka
hutniczym szlakiem © szczypiorizka
detal © szczypiorizka
Maki już spotkałam, w Katowicach, Wrocławiu, Opolu. Chorzów ma też swoje.
chorzowskie maki © szczypiorizka
mozaika w centrum © szczypiorizka
Już stojąc na peronie jeszcze złapałam jeden mural, o którym zawsze zapominam, a potem jadąc pociągiem łapię się za głowę, że go jeszcze nie sfotografowałam.
piłkarze przy peronie © szczypiorizka
Fajna wycieczka. Czasowo się udało mi spokojnie wyrobić i ogarnąć to co zaplanowałam (oprócz tego jednego, ale to tam przeboleję). Pogoda dopisała, W pociągu pani konduktor miała małe déjà vu, gdy pokazałam jej wydrukowany bilet (na jednej kartce z obu stron miałam do Chorzowa i z Chorzowa wydrukowane). Poznała mnie po moim podpisie na kartce, który miał mi ułatwić, szybką ocenę, który bilet jest na którą trasę.😁
- DST 50.27km
- Czas 03:05
- VAVG 16.30km/h
- Sprzęt Velli
- Aktywność Jazda na rowerze
kapliczka Maria Hilf
Poniedziałek, 25 maja 2026 · dodano: 26.05.2026 | Komentarze 5
Dawno nie byłam przy kapliczce Maria Hilf w Piekarach Śląskich. Trasę znowu mi randomowo wyznaczył Komoot, trochę mnie denerwuje, że nie umiem momentami "ręcznie" poprowadzić trasy. Może gdzieś tam ta funkcja jest, bo na Alltrails zrobili jakąś aktualizację i też automatycznie wytycza drogę. Tym razem w Nakle Śląskim trochę zrobił mnie w bambuko i chciał po chaszczach poprowadzić.
kibice w Nakle Śląskim © szczypiorizka
wyremontowana wieża © szczypiorizka
jeszcze tu tylko nasrać na środku © szczypiorizka
Na szczęście to był tylko jeden fragment trasy przy pałacu. Potem już było ciekawie. 
wapienniki w Nakle Śl. © szczypiorizka
Widzę pociąg, myślę Kolzwer205 🙂
z dedykacją dla Kolzwera205 © szczypiorizka
Trasa bardziej wymagająca niż ta z niedzieli, więcej podjazdów. Najpierw umordowałam się w Radzionkowie jadąc ul. Księżogórską i po parku. Potem już koło Kopca Wyzwolenia też trochę się namęczyłam.
Kopiec Wyzwolenia © szczypiorizka
Bazylika w Piekarach Śl. © szczypiorizka
Wysiłek się opłacił. Przy garażach koło Rezydencji Luxury Hotel pojawiły się nowe (z zeszłego roku) murale. 
zeszłoroczne funkel nówki © szczypiorizka
zeszłoroczne funkel nówki © szczypiorizka
zeszłoroczne funkel nówki © szczypiorizka
Jadąc w kierunku pól, mijają mnie co rusz samochody. Myślałam, że to albo do jakiejś firmy, bądź też nowy jakiś skrót trasy. Okazało się, że w tym dniu miało się odbyć nabożeństwo majowe przy kapliczce.
szykują się na majowe © szczypiorizka
Z chęcią bym została, swego czasu szukałam informacji, kiedy się odbywają tu nabożeństwa, ale bez skutku. Na szczęście jedna pani mi wytłumaczyła, kiedy mam się spodziewać jakiś "wydarzeń" przy kapliczce i gdzie szukać. W tym dniu bym musiała czekać około pół godziny, dla mnie to za długo, jeszcze mnie czekała przeprawa przez Bytom, bo oczywiście jak jest możliwość wracam inną trasą. Za rok postaram się tu ponownie pojawić, by uczestniczyć w nabożeństwie.
Po dotarciu na ulicę Piekarską widzę jakiś duży czarny dym. Myślę sobie pożar, tylko co mogłoby się palić (albo jak śmieszkuję -> wybierają papieża). Okazało się, że kopcił zakład pogrzebowy. Być może odbywała się czyjaś kremacja, ale dym był dosyć poważny.
Na ul. Odrzańskiej znowu łapię malunki Deana.
na ul. Odrzańskiej © szczypiorizka
na ul. Odrzańskiej © szczypiorizka
na ul. Odrzańskiej © szczypiorizka
na ul. Odrzańskiej © szczypiorizka
na ul. Odrzańskiej © szczypiorizka
na ul. Odrzańskiej © szczypiorizka
na ul. Odrzańskiej © szczypiorizka
W sumie nie kojarzę, abym tą ulicą kiedyś jechała. Nawet spoko, tylko pod górkę 😆 Gdy dojechałam do Strzelców Bytomskich uśmiechnęłam się pod nosem, bo ulica oznaczona znakiem -> Droga bez przejazdu, asfalt kładli na skrzyżowaniu. Zonk dla niektórych "cwaniaków", którzy na Odrzańskiej zignorowali znak (był wskazany objazd) i musieli zawracać. Ja uznałam, że pojadę na pałę, najwyżej rower pod pachę i jazda po trawie 😛 Zjechałam na szutrową drogę i udałam się w kierunku Dąbrowy Miejskiej. Tam zielonym szlakiem PTTK aż na Segiet. Na osiedlu zrobiłam kolejną rzecz, której nie lubię, a pewnie przez wakacje będę często robić- dokrętkę na chama, by dobić do 50 km 🤦
W domu poczułam ogromną różnicę między niedzielnym wypadem, a tym poniedziałkowym. Niby też 50 km, ale bardziej wymagające i więcej czasu mi to zajęło. Więcej wymagających wzniesień. No dobra, też przystanki na zdjęcia malunków zrobiły swoje 😛
- DST 41.35km
- Czas 02:23
- VAVG 17.35km/h
- Sprzęt Kross Esker 5.0
- Aktywność Jazda na rowerze
Świerklaniec na zakończenie
Środa, 22 października 2025 · dodano: 22.10.2025 | Komentarze 4
Dzięki temu, że mam dziś wolne, udało mi się w końcu pojechać do Świerklańca, by podziwiać park w jesiennej scenerii. W dniu, kiedy był Hubertus, niestety padało (nie popieram tych ślepych kretynów, co mylą ludzi z dzikami, po prostu lubię oglądać konie :)
zalew bez mostka © szczypiorizka
Ostatnio Wojtka zagadywałam, że przejeżdżając koło pniowieckiego zalewu nie zrobił zdjęcia mostka 😉 Jak widać, on się poprawił, ja postanowiłam skierować telefon bardziej w lewo, by co nieco jesieni pokazać. Przy okazji, przejeżdżając koło "Umilaj" miałam możliwość zobaczenia dzieci z przedszkola, które miały zajęcia z sokolnikiem 😊
Na Chechle spokojnie.
costa del Chechło © szczypiorizka
W ogóle pogoda bajka, dosyć ciepło, około 12 stopni, bezwietrznie, gdyby tak częściej było.
park w Świerklańcu © szczypiorizka
W parku sporo emerytów ("te pierońskie emeryty" xD jak to z moim 72-letnim ojcem narzekamy😆) i trochę moczykijów.
amfiteatr w jesiennej scenerii © szczypiorizka
Następnie pojechałam w kierunku Kozłowej Góry i Radzionkowa, by "ładnie" pojechać do Tarnowskich Gór, w rejony Kopalni Zabytkowej. Tam, na ulicy Puszkina, wg Jarka miały czekać na mnie dwie ściany z malunkami.
do kolekcji © szczypiorizka
do kolekcji © szczypiorizka
Na mieście kilka rzeczy do ogarnięcia, a potem, ponownie inną drogą udałam się w kierunku domu. Opłacało się. Jeszcze jeden mural, tym razem przez Deana namalowany przy lodziarni
znalezione © szczypiorizka
- DST 41.41km
- Czas 02:39
- VAVG 15.63km/h
- Sprzęt Velli
- Aktywność Jazda na rowerze
Serbia dzień 7 (a w sumie to 6 i BiH)
Piątek, 12 września 2025 · dodano: 21.09.2025 | Komentarze 7
Dotychczasowe dni jazdy dały mi mocno w kość. Tak, rekompensatą za ciężki warunki jazdy były przepiękne widoki. Coś za coś. Czwartek nie zapowiadał się interesująco pod wieloma względami. Po pierwsze, znowu przeszło 20 km po szutrach, które mogły być znowu wątpliwej jakości :P Po drugie profil trasy, który otrzymaliśmy dzień wcześniej (albo dwa dni wcześniej 🤔) do analizy, nie wyglądał zachęcająco. No i po trzecie- pogoda, miało padać. Wszyscy zdecydowaliśmy, że odpuścimy sobie ten dzień. Jednym z pomysłów na wykorzystanie tego dnia było poczekanie na okienko pogodowe i wjechanie najdłuższą gondolą na świecie na szczyt Tornik (1496m n.p.m.). Warianty były dwa-> z rowerem pod pachą na szczyt i potem zjazd w dół, albo po prostu wjazd i zjazd gondolą bez rowerów. Na szczęście, wraz z kilkoma osobami nie czekaliśmy za długo, licząc na poprawę pogody i pieszo udaliśmy się na stację kolejki. Kolejka ta ma długość 9 kilometrów i jazda w jedną stronę trwa bite pół godziny!! 🙂 Bardzo chciałam skorzystać z tej atrakcji mimo mojego okropnego lęku wysokości. Na szczęście dzięki współtowarzyszom wycieczki udało mi całą trasę przejechać nie zamykając oczu, dzięki temu mogłam podziwiać ładne widoki.
jeszcze mam szansę się wycofać © szczypiorizka
Cieszyłam się jak dziecko, że mi się udało xD Może dzięki temu nie będę się już bać jadąc ELKĄ w Parku Śląskim 😂
wjechałam ! © szczypiorizka
Na górze korzystaliśmy z okienka pogodowego i podziwialiśmy widoki, kilka osób zdecydowało się na dalszą pieszą wędrówkę na sąsiedni szczyt. Ja wolałam gorącą czekoladę z widokiem na Zlatibor.
ławeczka na Torniku (1496m n.p.m.) © szczypiorizka
I believe I can flyyyy © szczypiorizka
Wszystko pięknie fajnie, ale widziałam powoli zbliżające się chmury mocno granatowe. Zasugerowałam odwrót i zjazd kolejką do miasta. Ulewa złapała nas w trakcie powrotu. Niezbyt przyjemne uczucie, spotęgowane zatrzymaniem się kolejki na jakieś pół minuty (nie, nie krzyczałam, ale lekka panika już była 🙄). Na szczęście po zjeździe do miasta deszcz ustąpił. Dalsza część dnia to obiad, odpoczynek, basen i tym podobne.
12 września, tj. w piątek ponownie wszyscy wsiedliśmy na rowery. To drugi raz, gdy wjechaliśmy do sąsiedniego państwa, czyli Bośni i Hercegowiny. Na dzień dobry podjazd, Strava pokazuje, że to praktycznie pionowa ściana była, a to nie całe 2 kilometry długości. Masakra jakaś. Potem było już coraz lepiej.
gdzieś za miejscowością Uvac © szczypiorizka
studia i miejsce pamięci? © szczypiorizka
gdzieś za miejscowością Uvac © szczypiorizka
Co jakiś czas naszym oczom ukazywała się rzeka Lim. 
widok na rzekę Lim © szczypiorizka
na trasie © szczypiorizka
Gdzieś około 20 kilometra była dłuższa przerwa na posiłek na łonie natury. Kto chciał mógł się wykąpać w rzece. Ja poprzestałam na stopach.
moczę stópki © szczypiorizka
Widoki dalej zachwycały, nawet trasa stała się mniej męcząca, chociaż zrobiła się lekka patelnia. Szkoda było się nie zatrzymywać, by czegoś nie uwiecznić.
na trasie © szczypiorizka
widok na rzekę Lim © szczypiorizka
na trasie © szczypiorizka
Kilka tuneli też mieliśmy okazję pokonać. Lampki cały czas włączone, tunele nieoświetlone (czasami okulary przeciwsłoneczne też to potęgowały xD).
tunelowy dzień © szczypiorizka
Na 40 kilometrze uznałam, że kończę swój przejazd. Wsiadłam do autokaru. Do końca tej wycieczki zostało jakieś 20 km, w których było kilka wymagających podjazdów. Nie żałuję. Wraz z paroma osobami dotarliśmy do miejscowości Visegrad, gdzie mieli do nas dołączyć rowerzyści.
Višegrad- Most Mehmeda Paszy Sokolovicia © szczypiorizka
W mieście nic szczególnego nie ma, oprócz tego mostu, który był niemym świadkiem wielu, często niechlubnych zdarzeń. No i to miasto noblisty Ivo Andrića. Trochę murali złapałam przy okazji pieszej wędrówki.
Višegrad-murale © szczypiorizka
Višegrad-murale © szczypiorizka
Višegrad-murale © szczypiorizka
Višegrad-murale © szczypiorizka
Višegrad-murale © szczypiorizka
Višegrad-murale © szczypiorizka
Bardzo fajny dzień, powinien być na początku tego wyjazdu a nie na końcu.
Višegrad © szczypiorizka
Sobotni wyjazd rowerowy nie przypadł mi do gustu. Organizator przewidział około 45 kilometrową jazdę z Zlatiboru do miejscowości Užice, skąd mieliśmy już jechać autokarem w drogę powrotną do Polski. Ta rajza wiązała się z tym, że oprócz standardowych rzeczy (jedzenie, jakieś narzędzia w razie "w") to miałam ze sobą wieźć ubrania na zmianę (na podróż powrotną autokarem) oraz jakieś środki do umycia się. Czyli miałam jechać z jakimś tam bagażem większym niż zwykle, na miejscu szukać łaźni publicznych lub iść na basen miejski (który był zamknięty), umyć się, przebrać, mieć jeszcze czas aby szukać restauracji i coś zjeść no i w tym wszystkim targać ze sobą rower po niezbyt ciekawym mieście. No średnio mi się to podobało. Nie tylko ja podzielałam ten pogląd, więc jakieś 10-15 osób zdecydowało się nie jechać rowerem tylko pozostać w Zlatiborze i jechać autokarem, inni uznali, że dotrą do Užic lokalnym PKSem. Ja zostałam na mieście. Na luzie, bez spiny, czas wolny na czytanie książki, kręcenie się po lokalnym bazarze, obiad.
w kupie raźniej © szczypiorizka
Podsumowanie.
Trudno mi jednoznacznie ocenić ten wyjazd. Z jednej strony cieszę się, że w sumie pogoda dopisała (oprócz czwartku nie rowerowego i tak). Piękne widoki, przełamanie strachu (jazda Złotą Gondolą w Zlatiborze), świetna ekipa innych zapalonych rowerzystów jak ja. Dobre usytuowanie hotelu no i sam hotel był spoko- tu wspomnę i panu zwanym przez nas Tonym Soprano 😂 który strzegł zasobów jadalni, że dopiero punkt 7 rano mogliśmy zabrać się za nakładanie pożywienia na talerze. Dwie minuty prędzej, to absolutny zakaz był (potem lekko zluzował).
Z drugiej strony dostrzegam drobne niedociągnięcia organizacyjne, trasa była bardzo trudna, naprawdę nie wiem czy bym się na nią zdecydowała, wiedząc wcześniej jakie podjazdy na mnie czekają. Jak można wywnioskować bo moich wcześniejszych wpisach- ten rok nie należy do udanych pod względem regularnej jazdy. Może, gdybym więcej czasu poświęciła na "trening", byłoby mi łatwiej.
Czy polecam tę konkretną wycieczkę? Hmm... no nie wiem xD Naprawdę jest co dreptać pod górę, z górki też nie łatwo. Pamiętam, że był taki zjazd, gdzie 5 km pokonałam w niecałe 10 minut.. moje rekordy prędkości czasem oscylowały w granicach 50 km/h, a mając dłonie na hamulcach to i 38 km/h (V-brake dały radę, chociaż czasem bałam się, czy mi linka nie strzeli).
Więc to trudna technicznie trasa. Zawsze można z części, albo i z całości trasy zrezygnować- ja z tego korzystałam i nie żałuję. Nikomu nic nie musiałam udowadniać, żadnej normy dziennej nie miałam. To był mój urlop, miał mi sprawić przyjemność. Tak, jak pokonałam na rowerze każdy dzień, był dla mnie wystarczający. Jeśli ktoś chce sprawdzić dokładnie trasę i profile to zapraszam na STRAVĘ Może te cyferki i mapki coś więcej powiedzą i uzmysłowią, z czym się mierzyłam. Na pewno warto pojechać na jakąkolwiek zorganizowaną wycieczkę przez biuro podróży (wbrew pozorom jest ich sporo na rynku), ponieważ ludzie, których miałam okazję poznać są jedną z większych wartości dodatnich :) Godziny rozmów o wszelakich podróżach, nie tylko rowerowych, wspólne dzielenie się posiłkami w trakcie przerw, wodą na trasie, pomocną dłonią w razie awarii, nawet narzekanie na kolejny podjazd dawało poczucie ulgi, że jest nas więcej i mamy tę samą trasę do pokonania. Dziękuję Wam ❤️
udało się!! © szczypiorizka
- DST 41.92km
- Czas 02:55
- VAVG 14.37km/h
- Sprzęt Velli
- Aktywność Jazda na rowerze
Serbia dzień 5
Środa, 10 września 2025 · dodano: 20.09.2025 | Komentarze 5
W środę ruszyliśmy w kierunku Parku Narodowego Tara. Sporą część przebyliśmy asfaltowymi drogami, które wiły się po lesie, bądź też między spokojnymi, niewielkimi miejscowościami. 
gdzieś na trasie © szczypiorizka
W miejscowości Konjska Reka nastąpiło pewne nieporozumienie organizacyjne. Ogółem rozchodziło się o to, kiedy i gdzie będzie długa przerwa obiadowa. W wyniku ogólnogrupowej dyskusji, nastąpił rozłam w mojej, drugiej grupie. Część pojechała w dalszą trasę, licząc na obiad w późniejszym czasie (było ok. godz.11-12). Cała akcja była z powodu pierwszej grupy :P która pojechała na objazd całego Jeziora Zaovinsko (kwestia zgrania się godzinowo, coś w tę deseń).
Po jakiś 3 godzinach w końcu ruszyłam wraz z niedobitkami na dalszą trasę. Na mniej więcej 22 kilometrze moja grupa ponownie była w całości. To był punkt widokowy na rzekę Drin oraz hydroelektrownię Banjska Stena.
widok na hydroelektrownię Banjska Stena © szczypiorizka
W międzyczasie pogoda się zepsuła, trochę zaczęło padać (na szczęście nie było ulewy).
niedźwiedź jednym z symboli Parku Narodowego Tara © szczypiorizka
Dalszą podróż przebyliśmy kierując się w dół rzeki Drina. Około 26 kilometra zaczął się ostry zjazd. Momentami asfaltowy, momentami szutrowy (śliskie, mokre kamienie). Na szczęście o ile wiem, wszystkim udało się bez wywrotki zjechać w dół. Deszczyk ustąpił, a naszym oczom ukazała się rzeka, wzdłuż której jechaliśmy przez następne kilometry.
wąwóz rzeki Drina © szczypiorizka
wąwóz rzeki Drina © szczypiorizka
Nawet udało mi się złapać mural 😁
mural!!! :) © szczypiorizka
Miejscowość Perucac, była końcową stacją zarówno dla nas, drugiej grupy, jak i dla tych co zdecydowali się pokonać około 70 kilometrów okrążając Jezioro Zaovinsko. Druga, dłuższa przerwa na posiłek i obserwowanie małej bandy kotów (cztery albo pięć kotów w sumie było), które wiły się między stolikami w poszukiwaniu smakołyków.
kociaki cwaniaki © szczypiorizka
- DST 39.99km
- Czas 02:48
- VAVG 14.28km/h
- Sprzęt Velli
- Aktywność Jazda na rowerze
Serbia dzień 2
Niedziela, 7 września 2025 · dodano: 16.09.2025 | Komentarze 7
Ponownie zaczynamy wycieczkę rowerową spod hotelu w Zlatiborze. Wyjazd z miasta bezproblemowy. dosyć szybko zaczynają się górki i prowadzenie roweru przez niektórych. Któż by się spodziewał 😂
jakiś element okołomuralowy © szczypiorizka
Pogoda dopisywała, w sumie to nawet słońce dosyć ładnie przygrzewało w połączeniu z asfaltem.
Gdzieś około 20 kilometra dotarliśmy do miejsca, gdzie się znajduje Jaskinia Stopića. Zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie. Po pokonaniu iluś tam schodów w dół, zobaczyłam wejście bardzo podobne do Jaskiń Punkvy w Czechach
Jaskinia Stopica © szczypiorizka
Zdjęcia niestety nie oddają tego ogromu miejsca. Bardzo wysokie, nie mam doświadczenia w chodzeniu po jaskiniach, ale tu spory odcinek był dostępny dla turystów. Mogę z czystym sumieniem polecić to miejsce. Przy okazji zamieniłam parę zdań ze spotkanym tutaj motocyklistą spod Łodzi. Robił sobie urlopową objazdówkę po krajach bałkańskich 🙂
Jaskinia Stopica © szczypiorizka
Jaskinia Stopica © szczypiorizka
W trakcie zwiedzania jaskini mieliśmy akcję z wyprowadzaniem bezpańskiego psa, który biegł za nami dobrych kilka kilometrów aż do jaskini i w pewnym momencie utknął w tych "nieckach", które widać na zdjęciu powyżej (nie było w nich wody). Po zwiedzeniu jaskini udaliśmy się w dalszą podróż.
jeden z lżejszych podjazdów © szczypiorizka
W czasie całej naszej podróży nie spotkałam się z tym, by psy nas atakowały, owszem szczekały i czasem trochę biegły albo łasiły się do nas, ale na szczęście nie było niemiłych sytuacji.
piesio © szczypiorizka
W mieście Sirogojno przerwa na sklep (lody, piwo, kawa i tym podobne), oraz możliwość zwiedzenia skansenu. Oczywiście skorzystałam.
skansen w Sirogojno © szczypiorizka
Bardzo ładny skansen, z widokami na góry. Miałam wrażenie, że kilka chałup ominęłam, trudno. Dobrze zachowane, do niektórych można było wejść. Widzę drobne różnice w tym jak kiedyś mieszkali ludzie z tych rejonów, a tym jak u nas kiedyś było (na podstawie naszych skansenów).
Jeszcze rzut oka na cerkiew i krótką modlitwę. Można ruszać dalej.
cerkiew w Sirogojnie © szczypiorizka
Dalsza część podróży w tym dniu nie była miła i nie mówię tu o ciągłych podjazdach (to chyba będzie moje "ulubione" słowo tego wyjazdu i wpisów). Mianowicie w okolicach 30 kilometra nasza przewodniczka zgubiła ślad, w sensie był, ale pokazywał głupoty. Straciliśmy chyba z 40 minut na szukaniu dobrej drogi. Ciągłe krótkie ostre zjazdy, które okazywały się wjazdem komuś na chatę albo na prywatną polanę, potem wprowadzanie rowerów na "główną" drogę spowodowały, że zdecydowaliśmy się zrobić dzidę naokoło chyba drogą krajową. Przy kolejnym pitstopie autokarowym dostaliśmy możliwość (ze względu na opóźnienie) dalszej jazdy rowerem aż do restauracji, która była stacją końcową podstawowej wersji, ale bez możliwości pójścia nad Wodospad Gostilje, lub można było zakończyć podróż rowerową i udać się autokarem na obiad do knajpy. Zdecydowałam się (wraz z kilkoma osobami) zakończyć w tym dniu wycieczkę. Najzabawniejsze było to, że gdy dotarliśmy autokarem pod restaurację nie chcieliśmy z niego wysiadać mówiąc kierowcom, że to chyba nie to miejsce (przewodniczka trochę inaczej opisywała nam to miejsce- nie podała też nazwy knajpy). Na szczęście (albo i nie) była to właściwa restauracja. Dlaczego na nieszczęście? Bo to była niedziela, sporo gości, duże trudności z dorwaniem się do stolika i nieuprzejmy kelner, który chyba nas za karę obsługiwał (w sensie ten stolik, przy którym siedziałam z kilkoma osobami). Na szczęście jedzenie było smaczne. Po posiłku dla wytrwałych szalonych rowerzystów czekała jeszcze ładna ściana na około 8 km (+ jakieś 7 km "normalnej" jazdy). Oczywiście nie skorzystałam. To mój urlop, nikomu nic nie musiałam udowadniać 😉
P.S. Na Stravie umieszczam mapki, mniej więcej w takim tempie jak tutaj wpisy :P



