Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi szczypiorizka z miasteczka Tarnowskie Góry-Strzybnica. Mam przejechane 21776.72 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.59 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 365 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy szczypiorizka.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 60.07km
  • Czas 03:59
  • VAVG 15.08km/h
  • Sprzęt Kross Esker 5.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

Żelazny Szlak Rowerowy

Poniedziałek, 6 lipca 2026 · dodano: 07.07.2026 | Komentarze 2

Udało mi się umówić z koleżanką z Krakowa na tę przejażdżkę. Sama byłam ciekawa po tych kilku latach czy Szlak dalej będzie mnie zachwycał. Przez ostatnie dni pogoda była naprawdę mocno w kratkę, ale wierzyłam że poniedziałek skończy się tylko na pochmurnym niebie. O ile za pierwszym razem zaczynałam w Godowie, to tym razem start był spod Dworca PKP w Zebrzydowicach. Jazda po autostradzie w dalszym ciągu nie należy do moich ulubionych, ale sprawnie to mi jakoś poszło. Gorzej było w Zebrzydowicach, bowiem remontują tory kolejowe i wiadukty, z czego jeden zamknęli. Na szczęście nie tylko ja zawracałam na drodze :P Kiedy w końcu udało mi się dojechać na upatrzone wcześniej miejsce parkingowe, wypakowałam rower i rzeczy, po czym udałam się na dworzec, który wygląda strasznie. Oczywiście kasy biletowej czy toalety tam się nie uświadczy. Dobrze, że chociaż zegar chodzi prawidłowo. Pierwotnie miałam w planach trochę jeszcze pokręcić solo przed przyjazdem koleżanki, ale przez ten zamknięty wiadukt, straciłam sporo czasu i w sumie niedługo po moim dotarciu na dworzec dotarła koleżanka. Chwila na przywitanie, ogarnięcie się i ZONK. Nie mam śladu wbitego w Garmina. 🤦 Już kiedyś to zrobiłam, w Krakowie gdy szukałam murali. Znowu miałam szczęście, że na telefonie miałam zapisany ślad. Szybka akcja przemontowywana uchwytu na telefon (od koleżanki) i możemy ruszać. 
Pojechałyśmy w kierunku zgodnym ze wskazówkami zegara (ja za pierwszym razem pojechałam w odwrotnym kierunku) i płynnie przekroczyłyśmy granicę, nawet nie było w tamtym miejscu żadnych znaków świadczących, że jesteśmy w Czechach.
widoczek mimo chmur
widoczek mimo chmur © szczypiorizka

Było pochmurnie, lekko chłodno, ale takie warunki były idealne na rower. W oddali ciężkie i ciemne chmury majaczyły, ale byłam dobrej myśli. Dosyć szybko docieramy do parku zdrojowego w Karwinie.
Chwila na zdjęcia przy fontannie i ruszamy w kierunku wałów na Olzie.
nie zdążyłam
nie zdążyłam © szczypiorizka

na szlaku w Czechach
na szlaku w Czechach © szczypiorizka

Na rynku we Frysztacie chwila przerwy na posiłek i toaletę.
pałac we Frysztacie
pałac we Frysztacie © szczypiorizka

Rynek
Rynek © szczypiorizka

Ponownie latem odbywa się "Karvinské kulturní léto". Fajnie, taka stała impreza wpisana w kalendarz tej miejscowości.
Po opuszczeniu centrum zaczęłyśmy kluczyć między uliczkami śródmieścia zgodnie z zaplanowaną trasą. W tym temacie nic się nie zmieniło- oznakowanie w Czechach jest dyskusyjne.
Nowością dla mnie był mural 3D złapany tuż przed polami.
pierwszy malunek złapany
pierwszy malunek złapany © szczypiorizka

Na szczęście dla nas, znaki państwowe na selfie się znalazły.
że ja to ja
że ja to ja © szczypiorizka

Po stronie polskiej zatrzymałyśmy się najpierw przy Kościele pw. Św. Anny w Gołkowicach, a następnie przy parkingu w Godowie, gdzie był przepiękny, z żywymi kolorami, z zeszłego roku (2025) mural. Przedstawia on Franciszka Pieczkę w roli Jańcio Wodnika. Pieczka pochodził z Godowa.
Jańcio Wodnik w Godowie
Jańcio Wodnik w Godowie © szczypiorizka

W ogóle nie spodziewałam się, że jakieś murale tego dnia znajdę i udokumentuję. Jadąc dalej decydujemy się nie robić pętli, która biegnie między innymi przez wsie Łaziska i Podbucze. Później uznamy, że była to dobra decyzja.
po polskiej stronie
po polskiej stronie © szczypiorizka

na trasie
na trasie © szczypiorizka

W okolicy Moszczenicy łapie nas deszcz. Na szczęście byłyśmy blisko MORu i mogłyśmy się schronić. Dokonuję analizy sytuacji i po kilkunastu minutach, w deszczu (ale jeszcze nie ulewie), jedziemy jakiś kilometr w kierunku Jastrzębia, by zjeść obiad i przeczekać.
masz babo placek
masz babo placek © szczypiorizka

Koleżanka miała sporo czasu do pociągu powrotnego, więc zdecydowałyśmy się podjechać do Parku Zdrojowego w Jastrzębiu.
smok
smok © szczypiorizka

Ja przeszczęśliwa, znowu widzę murale.
kolejny do kolekcji
kolejny do kolekcji © szczypiorizka

długi mural
długi mural © szczypiorizka

Chwilę się pokręciłyśmy po parku, parę zdjęć popstrykanych.
Inhalatorium
Inhalatorium © szczypiorizka

Może kiedyś się uda przyjechać tu na dłużej, by więcej zobaczyć tego miasta.
Chichot Życia Michał Batkiewicz
Chichot Życia Michał Batkiewicz © szczypiorizka

mural Witczaków- trochę zarośnięty
mural Witczaków- trochę zarośnięty © szczypiorizka

Wróciłyśmy na szlak w tym samym miejscu, w którym zboczyłyśmy z trasy. Do Zebrzydowic zostało nam jakieś 30-40 minut. Na szczęście po deszczu nie było już śladu.
na trasie
na trasie © szczypiorizka

W Zebrzydowicach znowu zbaczamy z trasy, chciałam podjechać i pokazać koleżance pałac. 
pałac w Zebrzydowicach
pałac w Zebrzydowicach © szczypiorizka

Dojeżdżając do dworca, złapałam jeszcze dwa malunki.
wypłyń na głębię
wypłyń na głębię © szczypiorizka

na zakończenie
na zakończenie © szczypiorizka

Na dworcu dłuższa chwila na pożegnanie i podsumowanie wyjazdu. Mimo początkowych przygód i mojego nieogaru (jak to się stało nie wiem xD) trasę udało się nam pokonać bez technicznych problemów, deszcz na szczęście nie przestraszył nas i tak naprawdę ulewę przeczekałyśmy w restauracji jedząc obiad. Ja jeszcze miałam niespodziankę w formie murali. Jeszcze przy samochodzie kręciłam kółeczko by dobić do 60 km 😂 






Komentarze
szczypiorizka
| 12:45 środa, 8 lipca 2026 | linkuj Lichy nawet nie wiedziałam, że ta instalacja była "przechodnia".
Co do tytułu to mi wujek google pomógł, bo byłam zaintrygowana co to ma przedstawiać. Trochę mi przypomina ten pomnik w Opolu, który symbolizuje "walkę" o utrzymanie województwa opolskiego.
Lichy
| 22:15 wtorek, 7 lipca 2026 | linkuj Wystawę plenerową Chichot życia widziałem (chyba w 2018 roku) na rynku w Swarzędzu. Zapamiętałem tylko te dziwne postacie, a jak to dzieło się nazywa dowiedziałem się dopiero z Twojej relacji.
Komentuj

Imię: Zaloguj się · Zarejestruj się!

Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa niemn
Można używać znaczników: [b][/b] i [url=][/url]